Na moim blogu bardzo często recenzowane są książki w gruncie rzeczy łatwe. lekkie i przyjemne… I nawet jeżeli pojawiają się kryminały to mimo wszystko jest to lektura, po którą może sięgnąć każdy. Czasem jednak warto sięgnąć po książki, które są trudne, nad którymi trzeba się pochylić, poświęcić im więcej czasu, a które sprawiają, że chce się dowiedzieć jak najwięcej o bohaterach.

Bohaterach, którzy nie są postaciami fikcyjnymi, a wyjątkowymi osobami, które walczyły o swoje marzenia i właśnie tak jest z książką, o której chcę wam dzisiaj opowiedzieć.
Tę historię miłości, która nie była, ani łatwa, ani prosta, ale była wielka i pomimo wielu przeszkód rzucanych pod nogi zakochanym w sobie ludziom… Dodatkowym smaczkiem jest to, że została napisana przez wnuczkę bohaterów! Ale nie jest to historia opowiadana sobie z pokolenia na pokolenie, gdzie każdy dorzucił swoje trzy grosze i pozostała tylko szczypta prawdy, ponieważ książka powstała na podstawie listów, jakie wymieniali między sobą małżonkowie.
Książka opowiada historię miłości Grażyny Bacewicz i jej męża, Andrzeja Biernackiego. Czy znacie ich? Ja niestety, nie miałam pojęcia kim są, więc książka była dla mnie prawdziwą przygodą! 
Grażyna Bacewicz to skrzypaczka i kompozytorka, on kilka lat starszy lekarz. Jego stypendium stało się powodem rozłąki, wtedy właśnie pisali do siebie gorące listy przepełnione emocjami, uczuciami i ogromną miłością.
Nie jest to łatwa książka, ale jej czytanie sprawia ogromną przyjemność. Trzeba przyznać, że autorka naprawdę pięknie opisała tę historię, posługując się językiem prostym, ale dostosowanym do sytuacji. Dzięki temu książka sprawia wrażenie takiej naprawdę z najwyższej półki. I taka jest. 

Do napisania tej recenzji zbierałam się przynajmniej kilka razy, bo nie wiedziałam jak to ugryźć, temat jest bardzo ważny ludzie, są bardzo ważni, ale trudno jest te wszystkie emocje, które się we mnie nagromadziły podczas czytania przelać na papier, nawet ten wirtualny.
To cudowne być odkrywcą, badaczem czyjejś historii, choć miałam myśli, że nieco ich „podglądam” czytając te listy, ale od razu stali mi się bliscy. Poznałam ich charaktery, sposoby zachowania, myśli i uczucia – niby obcy a tacy bliscy. 
To ogromna moc książek, że pojawiają się na naszej drodze takie tytuły, które potrafią nas zaskoczyć, potrafią nas czegoś nauczyć i które otwierają nam oczy na wiele spraw…
To książka o pięknej, gorącej miłości, o takiej do pozazdroszczenia… szybko doszłam do wniosku, że my teraz mamy bardzo łatwo: nie musimy czekać na listy tygodniami. Nie mieści nam się w głowie, że wysyłamy list i miesiąc czekamy na odpowiedź. A po miesiącu już nie pamiętamy, co sami pisaliśmy. Przykro mi trochę, że żyję w czasach smsów i romantyczne listy są dla mnie nieosiągalne 🙁
Lubicie czytać takie książki na faktach?