Są takie książki, które wstrząsają czytelnikiem, ale jak ktoś zapyta o czym są to w głowie jest pustka! Bo jak opowiedzieć książkę, jeśli nie można niemal nic zdradzić z treści by nie pozbawić innych radości z czytania?


Jeśli o mnie chodzi okładka „Kredziarza” jest genialna! Już pal sześć prostotę, te roztarte ślady kredy, które niektóry próbowali doczyścić i psioczyli na niestaranność wydawnictwa, ale grzbiet!!! Teoretycznie nic takiego, bo kto by się przejmował grzbietem, ale te kredowe ludziki wyglądają szałowo na półce! Zastanawiam się tylko, czy finalna wersja też jest taka, bo właściwie nie pomyślałam o tym, że może być zmieniona – oby nie, bo będzie to duża strata! 
Zanim powiem Wam o czym jest książka wyjaśnię, jak została napisana… Rozdziały opisują naprzemiennie teraźniejszość i rok 1986, wobec tego jest to historia opisywana oczami chłopca i dorosłego mężczyzny. Przyznam od razu, że nie lubię takich podziałów, cofania się do dzieciństwa i wspomnień, ale tutaj zupełnie mi to nie przeszkadzało, co więcej ułatwiało bardzo dużo. Ta regularna zmiana spojrzenia co drugi rozdział też była świetnym posunięciem. Od razu widać, że każdy szczegół został dokładnie przemyślany i realizowany z ogromną precyzją. 



O czym jest książka? Jak to powiedzieć nie mówiąc niemal nic… 
To historia przyjaciół, kilku chłopców i jednej dziewczyny. Jak to dzieciaki, spotykają się, psocą, robią głupoty… bywa jednak tak, że jakaś drobnostka, żart, psikus, a czasem nawet dobre chęci sprawiają, że dzieje się coś złego. Dotyczy to nie tylko dziecięcych zachowań, bo i dorośli miewają swoje na sumieniu. Ile spraw zostało przemilczanych (ale nie zapomnianych), które odwróciły bieg wielu wydarzeń, które doprowadziły do tragedii?
W małym turystycznym miasteczku dochodzi do tragedii, niejednej właściwie chciałoby się powiedzieć… co mają z tym wspólnego dzieciaki, które plątały się po okolicy w czasie wakacji? Czy oskarżony o morderstwo został właściwy człowiek? Jak potoczyło się życie tych dzieci i w jakim miejscu znajdują się teraz? I przede wszystkim: kto zamordował? A może to wszystko jest tylko serią przypadkowych zdrazeń, które skończyły się katastrofą?
A kredowe ludziki? Czy dziecięcy szyfr może stać się wskazówką ułatwiającą znalezienie ciała? I dlaczego po trzydziestu latach ktoś wysyła listy z kawałkami kredy? 
Nie spodziewałam się, że pozwolę się dać wplątać w tę historię, a równocześnie nie rozgryźć jej nawet w małym stopniu, zaplątałam się we wskazówkach, części się domyśliłam, ale naprawdę wiele mi uknęło. Nie lubię, gdy autorowi udaje się mnie przechytrzyć, ale tym bardziej cenię taką książkę. 
Stanowczo miłośnikom zagadek, kryminałów i tajemniczych morderstw spodoba się książka!
Premiera 28 lutego, ale pewnie można już książkę zamówić i przy odrobinie szczęścia dostać ją chwilę wcześniej!