Ta książka nieco mnie zaskoczyła… ale to pewnie już nudne, bo mnie większość książek zaskakuje. Zaskakują mnie najczęściej swoją innością, a więc jest to pozytywy objaw! 

                      Okładka książki Orchidea

„Orchidea” zaczyna się w chwili, gdy bohaterka budzi się w hotelowym pokoju i niczego nie pamięta… to znaczy pamięta, że w luksusowym hotelu świętowała urodziny koleżanki i swój jubileusz, że postanowiła zaszaleć, ale co stało się potem nie wie. Może to jednak zobaczyć na filmie… Spędziła noc z obcymi mężczyznami po tym jak do drinka wrzucono jej pigułkę gwałtu, a ona podpisała pewne dokumenty.
Jest zrozpaczona, ale szantażowana nie może się z tego wyplątać. Zaczyna prowadzić podwójne życie.  
Z czasem bohaterka oswaja się jakby ze swoją nową rolą, obraca się wśród luksusu, podoba jej się, że czuje się piękna, nawet mężczyźni, którzy ją odwiedzają nie wydają się tak straszni. Część z nich widzi w niej powierniczkę, a ona na to przystaje…
Co dalej nie zdradzę, bo mam nadzieję, że sięgniecie po książkę… 
Na pewno będzie zaskakująco – to mogę obiecać!

Książką ma tylko 140 stron, więc to niezbyt długa lektura, nie jest to też typowy romans, więc nie ma sensu się uprzedzać!
Jedyne co mi nieco przeszkadzało to jakby poplątany czas… Bohaterka opowiada o jakimś wydarzeniu, jak o wspomnieniu, a po chwili dopiero to wszystko następuje. Odrobinę się w tym gubiłam, sprawiało to, że musiałam przystanąć czytając… 
Mam nadzieję, że zainteresowałam Was tą książką, bo naprawdę to niecodzienna lektura…