Dziś znowu na Poligonie szarogęsi się Ruda Ewka i przychodzi do Was z recenzją. Jesteście ciekawi, co tym razem Wam poleca?

Trzy kobiety, trzy światy, trzy historie a jedno pragnienie. Książka opowiada nam historie trzech kobiety – przedstawiane są nam równolegle, w formie – można powiedzieć – dziennika każdej z nich.

Kalina – ciepła i pełna miłości przedszkolanka, która razem z mężem walczy o spełnienie największego marzenia. Jej życie kręci się właściwie tylko wokół starań o spełnienie tego marzenia. Co miesiąc czeka by ujrzeć wymarzone dwie kreski na teście ciążowym. W pracy otoczona dziećmi, w domu tęskni za swoim – ot, przewrotny los…

Nastoletnia Lena czuje, że nie ma nic. Los nie szczędził jej cierpień. Mieszka w rodzinie zastępczej, marzy o tym, by wrócić do ojca. Matka – alkoholiczka ciągle daje jej odczuć jak niewiele jest warta. Lena nie potrafi dostrzec tego, co ma – a ma dom, który stara się zapewnić jej cudowna rodzina zastępcza.

Ostatnia z głównych bohaterek to artystka – Elżbieta. Żyje sama wśród swoich prac. Dawno temu ktoś w brutalny sposób zdeptał jej serce. Do tej pory pozostająca pod opieką psychoterapeutki Elżbieta nie potrafi się podnieść po tamtym zawodzie miłosnym – a minęło już wiele lat…

Oczywiście spodziewamy się czytając, że losy tych kobiet splotą się. I wydaje nam się, że to takie łatwe do przewidzenia. Jednak autorce udaje się zaskoczyć. Nic, podkreślam, NIC nie stało się tak jak sobie wymyśliłam.
Fabuła wciąga i trzyma w napięciu, a trzy charaktery kobiet pozwalają nam dostrzec, jak silne potrafią być kobiety. Nawet takie na pozór słabe i bezbronne.

Bezlitosny los jednak dla każdej z nich niesie kolejne wyzwania i sprawdziany. Kiedy wydaje się, że wychodzą na prostą ciąg feralnych zdarzeń splata ich drogi. Jednak nie jest to szczęśliwe spotkanie. Jeśli myślicie, że to kolejna łatwa historia z happy endem to… Dajcie się zaskoczyć pierwszej części serii „Małe tęsknoty” autorstwa Anety Krasińskiej.

Ja już nie mogę się doczekać kolejnej, czyli „Pragnień Elżbiety”…