Kilka książek już w życiu przeczytałam, Iwony Czarkowskiej dwie i obie były genialne! To idealna lektura na poranek z kawą, wieczór z lampką wina, popołudnie w ogrodzie, dzień na plaży, czy gdzie tam lubicie czytać książki… Te Czarkowskiej są nieprzewidywalne, ciekawe, zabawne i niesamowicie przyjemne. Mają tylko jedną wadę: bardzo szybko się kończą!

To niesamowite, że Alicja potrafi ładować się we wszystkie kłopoty jakie tylko w ogóle człowiekowi przyjdą do głowy, a najczęściej nawet nie przyjdą! Nie przyjdą, bo są tak abstrakcyjne, ale równocześnie z łatwością jestem w stanie uwierzyć, że taka Alicja chodzi po tym świecie i to wszystko mogłoby się zdarzyć naprawdę!

Kiedy kończyłam poprzednim książkę miałam możliwość przeczytania pierwszego rozdziału „Bosonogiej bogini” i już wtedy wiedziałam, że nie odpuszczę sobie tej przyjemności!

ALE O CO CHODZI?

Przyjaciółki Alicji postanowiły, że zakończą pecha w jej życiu związanego z mężczyznami i zgłosiły ją do programu telewizyjnego „Dwie połówki pomarańczy”. Zapowiada się ciekawie… i teraz pomyślcie, że to co sobie wyobraziliście to jest zaledwie jeden procent tego, co wydarzy się w książce! Alicja obiecała, że pójdzie na eliminacje i poszła przekonana, że oczywiście nikt jej nie przyjmie, a kiedy ankietę wypełniła w sposób absurdalny, na odwal się była pewna, że to koniec zabawy. Dokładnie taki był jej plan! No ale jak to zwykle u Alicji bywa, nie powiodło się, czyli do programu została przyjęta! Oczywiście natychmiast postanowiła się wycofać, jednak okazało się, że wiąże się to z ogromnymi odszkodowaniami, których nigdy w życiu nie byłaby w stanie spłacić… chcąc nie chcąc więc musiała wziąć udział w programie. Naturalnie z nastawieniem, że zrobi wszystko, żeby ją stamtąd wyrzucili! Tak, tym razem nawet kłopoty nie musiały do niej przychodzić, bo tworzyła je sobie sama 😉

Sama nie wiem, co mam powiedzieć Wam o tej książce… Jeżeli jeszcze nie znacie Alicji to na pewno potrzebny wam jest jakiś impuls, by po nią sięgnąć, ale jeżeli mieliście okazję poznać Alicję w pierwszym lub w drugim tomie to jestem przekonana, że książkę bierzecie w ciemno! i po kilku godzinach z żalem rozstajecie się z bohaterką…

A dla tych, którzy nie czytali poprzednich tomów wspomnę, że pierwszy dotyczył męża Pawła, który „puścił się” z Tiną/Tanią. Natomiast i on i ona pojawiają się w późniejszych tomach i zawsze wszystko strasznie komplikują! Tom drugi dotyczył Szymona, partnera Alicji, który… no cóż… okazał się kłamliwą świnią, chociaż zapowiadał się bardzo dobrze. Ale to nie jest tak, że on jest głównym tematem, bo chyba najważniejszy to w ogóle był krasnal Wiesiek 😉 Natomiast pojawia się na koniec Karol, czyli miłości z lat młodzieńczych, którego Alicja porzuciła dla męża Pawła i w tomie trzecim ten Karol jest już też eksem. To mnie troszeczkę zaskoczyło, ale na szczęście zostało wyjaśnione w książce! Tym razem adoratorem zostaje Leon, no i Boguś, czyli wspomnienie dziecięcych kolonii.

Co tu dużo gadać… po prostu natychmiast zacznijcie szukać okolicznej księgarni lub biblioteki i łapcie książkę, a najlepiej wszystkie trzy tomy od razu, bo naprawdę nie ma na co czekać!

Na Poligonie możecie przeczytać jeszcze recenzję drugiego tomu: „Panna z Monidła”

Ktoś ma ochotę na konkurs?