Kiedy rozszerzałam dietę Szymona niewątpliwie popełniłam wiele błędów, ale też nie umiałam znaleźć fachowej literatury, natomiast wiedza zaczerpnięta z sieci nie jest zbyt wiarygodna… na szczęście trafiliśmy na mądrą, starszą panią pediatrę, która wspierała mnie w działaniach.

A jednak nie czekałam do 6 miesięcy, zaczęliśmy wcześniej, małymi krokami, ale jednak wcześniej… uznałam, że mój syn jest gotowy. Zaleca się rozszerzanie diety od 6 miesiąca, jednak wierzę, że wszystko zależy od dziecka i to dla niektórych może być za wcześnie. Jako matka znasz swoje dziecko, obserwujesz je i wybierzesz dobrze! Szczególnie, że teraz masz wsparcie w postaci książki. Mi też przy drugim dziecku będzie łatwiej z „BLW. Bardzo Lubię Wcinać” Moniki Życkiej.

Możecie się czuć bezpiecznie, bo autorka konsultowała się z dietetykiem, fizjoterapeutą, lekarzem oraz doulą. Myślę, że to jest już konkretne wsparcie zarówno podczas pisania książki, jak i dla rodziców szukających informacji na temat BLW.

Przyznam, że te tabelki, wykresy, podział na krótkie, ale konkretne rozdziały bardzo pomaga w uporządkowaniu wiedzy… Wiem, gdzie popełniłam błąd, albo po prostu, co robiłam w inny sposób, bo jednak będę się upierać, że każde dziecko jest inne. Trafiamy na różnych lekarzy, nie zawsze mamy odwagę się im sprzeciwić, różnie bywa… Sama karmiłam piersią niemal dwa lata, ale rozszerzanie diety zaczęłam przed ukończeniem 6 miesięcy przez syna, jednak nasze rozszerzanie odbywało się wolniej niż proponuje autorka książki.

BLW. Bardzo Lubię Wcinać

Książka zawiera podstawowe informacje o rozszerzaniu diety, produktach, które są zakazane, ale również o tym, co dziecko powinno dostawać do picia… Podoba mi się rozdział poświęcony temu, co to jest BLW, kto to wymyślił, ale także zalety i wady tej metody. I moim zdaniem najważniejsze – czyli rozmowa z fizjoterapeutą, między innymi na temat siedzenia, oraz z lekarzem o pierwszej pomocy (oby ta wiedza nikomu się nie przydała!). Ważne są również wypowiedzi rodziców, bo dzięki temu czujemy, że nie jesteśmy w tych trudach sami…

Odnoszę takie wrażenie, że z każdym kolejnym dzieckiem jest łatwiej, kiedy już wiemy, czego się spodziewać, nie panikujemy tak… i od siebie dodam, że BLW wcale nie wiąże się ze ścianami umazanymi jedzeniem i plamami ze wszystkiego wokół – moje dziecko całkiem nieźle sobie radziło i było dość czysto 🙂 bo to chyba największa obawa. Oczywiście obok zadławienia, ale to też nam się na szczęście nie przytrafiło!

Książka jest podzielona na krótkie zagadnienia, są rysunki, wykresy, tabelki, wytłuszczenia. To dodaje przejrzystości, a istotne informacje łatwo znaleźć. Także ogromny plus!

I pamiętajmy, możemy zdecydować, kiedy rozszerzymy dietę, ale to dziecko zdecyduje ile zje 🙂 i nie martwcie się, zje tyle ile potrzebuje jego organizm, bo dziecko jeszcze potrafi to rozpoznać, dopiero my – dorośli przestajemy się w niego wsłuchiwać.