Wyobraźcie sobie, że największy problem z recenzjami mam w przypadku książek dla dzieci. Niby są krótkie, szybko się czyta, mają ilustracje, o których warto wspomnieć, a jednak jak przychodzi do pisania o nich to mam w głowie pustkę!

Tym razem było podobnie, książka przeczytana w jedno popołudnie, a sklecić kilka zdań nie mogłam od dawna. Zbierałam takie fragmenty i próbowałam poskładać w całość. Mój syn chętnie wysłuchał tej historii, domagał się więcej i więcej, więc książka niewątpliwie ciekawa, a u mnie nadal w głowie pusto…

Czy znacie legendę o kwiecie paproci? Chyba każdy zna… Będąc w wieku bohaterki nawet pisałam wypracowanie na ten temat, jakie trzy życzenia chciałabym spełnić z jego pomocą. Jednak w książce „Dziecko z baśni” Anetka trafia na zasuszony kwiat paproci, który działa nieco przewrotnie. Okazuje się, że nie spełnia naszych marzeń, a marzenia osób, których nie lubimy. To z jednej strony nieco przykre i przede wszystkim dziwne, jednak bohaterce udaje się w jakiś sposób kwiat przechytrzyć. Kto by się tego spodziewał po małej dziewczynce…?

Książka jest podzielona na króciutkie rozdziały, więc spokojnie można ją podzielić na części i czytać wieczorami, jednak mój syn nie dał mi jej odłożyć, dopóki nie dotarliśmy do ostatniej strony.

Ilustracje może nie są kolorowe, ale są bardzo ładne. Książka „Dziecko z baśni” nie potrzebuje barwnej oprawy, bo barwna jest sama opowieść. Nie jest to też książeczka dla dzieci, które skupiają się na oglądaniu, tutaj ważna jest treść. Ale myślę, że już pięciolatek potrafi usiąść i posłuchać takiej historii… Na pewno potrafi, skoro mój syn nie ma jeszcze czterech, a tak się wciągnął 😉

Bardzo mądra i wartościowa książka, choć niewielka objętościowo ma ogromną moc dobroci! Myślę, że każde dziecko powinno zobaczyć, jak to jest w życiu, kiedy zmienia się coś na lepsze, niekoniecznie dla nas, czasem dla naszego otoczenia!

I jak, jesteście zainteresowani? Myślę, że Wasze dzieci będą Wam wdzięczne za chwile na Waszych kolanach z książką w ręku!