Coraz bardziej podobają mi się książki, w których bohaterów jest więcej, poznawanie kilku historii jest o wiele ciekawsze. Co prawda to daje nam czasem cztery książki w jednej, ale jednak to ciekawe urozmaicenie, a dany bohater nie ma szans nas zacząć drażnić czy nudzić zbyt szybko.

Nie ma się co oburzać, chyba przyznacie, że czasami bohaterów lubimy, a czasami nie i nawet nie do końca wiadomo, czym jest to powodowane! Ja w każdym razie emocjonalnie podchodzę do bohaterów książek.

Bohaterki

Julita tańczy i kocha to całym sercem, jej partner – ten taneczny i życiowy równocześnie – jest właśnie tym typem, który mnie wkurza. Zazdrośnik, żeby jeszcze o innych facetów, ale on jest zazdrosny o jej sukcesy, nawet takie maleńkie, jak to, że na treningu została pochwalona, a on nie. Julia ma młodszą siostrę, z którą nie żyje najlepiej, a po śmierci rodziców mieszkają z babcią. No nie jest łatwo. Pracuje w drogerii, a tam poznaje Łucję, kolejną bohaterkę…

Łucja jest matką dwójki dzieci, cudownych córek, które niestety wychowuje sama, została bardzo wcześnie wdową. Nie potrafi sobie poradzić z nową sytuacją, nie umie zacząć żyć – i nie mam tu na myśli życia pełną piersią, po prostu codzienność ją przerasta, a przecież córeczki jej potrzebują. Starsza dziewczynka, ma dopiero 8 lat, a robi wszystko, by młodszej zastąpić mamę, która niby jest, a jednak nieobecna.

Dagmara jest hipochondryczką, uwielbia przeszukiwać sieć by dowiedzieć się dlaczego ją coś boli, albo jej bliskich. Hobbystycznie zajmuje się tworzeniem biżuterii – przez co wydała mi się nieco bliższa. Ma manierę wstawiania do zdań angielskich słówek, lub słówek mocno spolszczonych, co dodaje jej nieco uroku.

Eliza jest nauczycielką, dość surowa i oschłą. Z jednej strony pragnie rodziny, dzieci, stabilizacji, a jednak nie potrafi dostrzec pozytywów wokół siebie.

Co połączyło te wszystkie kobiety? Stroicielka dusz. Kim jest tytułowa Stroicielka dusz? Kobiety znajdują ją w sieci, gdzie ogłasza, że ma zdolność dostrojenia, uzdrowienia dusz. Brzmi ciekawie… kobiety spotykają się z nią, a potem ich życie się zmienia… Szkoda, że o wróżce tak mało wiemy, jest owiana tajemnicą… ale może to jej największy urok?

Książka nie wciąga nas w wir akcji, wręcz przeciwnie, wszystko toczy się spokojnie i własnym tempem, mamy możliwość poznać bardzo dokładnie bohaterki, ich życie, codzienność. To takie kobiety z sąsiedztwa, nie ma w nich ani ich życiu niczego wyjątkowego.

To książka, dla osób chcących odpocząć, poczytać przez kilka wieczorów jedną książkę, jeśli czytujesz kryminały lub książki, gdzie każda strona przynosi coś nowego to pewnie nie zachwycisz się książką… ale przeczytać ją warto. I warto pokochać siebie.