Miałam już przyjemność czytać książki Augusty Docher (i Beaty Majewskiej również!), więc chętnie sięgnęłam po kolejny tytuł. Pierwsze spotkanie z Docher to była kilka lat temu „Anatomia uległości” – zresztą jako chyba pierwszy mój Book Tour. I do dziś pamiętam, że wada była jedna – objętość, którą potęgował niewielki format książki. Tym razem liczba stron też jest całkiem spora, ale myślę, że fani autorki tylko się cieszą…

„Płatki wspomnień” nieco łączą się z „Anatomią uległości”, przynajmniej bohaterką, bo Liu już się pojawiła w twórczości autorki. Choć jej rola w poprzedniej książce była niewielka, marginalna, ale takie połączenia mimo wszystko są bardzo ciekawe i warte zaznaczenia.

Jeśli jesteście delikatni, a mroczne i mocne sceny Was odrzucają to pewnie książka Was nie porwie… ja sama na początku miałam momenty, że zastanawiałam się, czy to wszystko nie jest za bardzo… ale ciekawość zwyciężyła, no co tu dużo gadać 😉

Liu mieszka z Niną w jej apartamencie, jednak cała książka zaczyna się od tego, że odkrywa iż wcale nie jest jej pisane życie z kobietą i ciągnie ją do mężczyzn. Nina nie chce się dzielić, wobec tego Liu musi się wyprowadzić. Powrót do rodziców nie wchodzi w grę, jej jedyną myślą jest Sanders, jednak szybko okazuje się, że nie jest to najlepszy wybór. Mieszka z nim w zamian za sprzątanie, gotowanie, zakupy, teoretycznie ma dostawać za to pieniądze, w praktyce dostaje piekło na ziemi. A potem poznaje Roberta… i tutaj Was zostawię z tym wszystkim.

Augusta Docher lubi zaskakiwać, poruszać trudne i kontrowersyjne tematy – i bardzo dobrze! Liczy się z pewnością z tym, że jedni będą dożywotnio jej fanami, jednak znajdą się i wrogowie – i kto wie kogo będzie więcej…? Czy jednak ma to jakieś większe znaczenie?

Ta książka miesza w sobie mnóstwo gatunków. I myślę, że śmiało można nazwać to sukcesem… Kto ma odwagę sięgnąć po „Płatki wspomnień”? Nie polecam zbyt młodym czytelnikom, choć wyznaczenie granicy wiekowej chyba jest dość trudne – no i na mnie taka uwaga zazwyczaj działa odwrotnie… że co?! że nie dla mnie?! a taka figa! 😉