Mój syn był raczej puzzlowym maniakiem, ewentualnie partyjka „Piotrusia”, a jeśli chodzi o gry to musiały być interaktywne. Innymi ciężko było go zainteresować… A może nie zainteresować nawet, ale wyjaśnić mu zasady. Pewnie, dziecku trzeba ustąpić i dostosować zasady do niego, ale czasem nie miałam już na to siły…

Postanowiłam więc wykorzystać inny sposób, pokazałam mu wszystkie gry dostosowane do jego wieku  na stronie Kapitan Nauka i poprosiłam żeby sam coś wybrał. Trochę dzięki obrazkom, trochę dzięki filmikom, a potem poczytałam o zasadach gry i podjął decyzję. I dobrze, że ją podjął, bo ja bym w życiu nie umiała się zdecydować!

I tak padło na „Gotowanie” – od razu się ucieszyłam, bo jakaś nadzieja we mnie zapłonęła, że rośnie mi w domu kucharz i za kilka lat (naoglądałam się MasterChef Junior!) syn przejmie moje kuchenne obowiązki. No ale wybór to nie wszystko, ciekawa byłam, co będzie, jak już gra do nas dotrze.

I co? I Bosko! Wyobraźcie sobie, że po pierwsze okazało się, że w grę można grać na 12 sposobów!!! W wersji łatwiejszej, trudniejszej, a nawet po angielsku! Co prawda angielski chwilowo jest poza naszym zasięgiem, ale podczas gry uczymy się łatwiejszych słówek i syn nawet sporo zapamiętuje. Gra trafiła do nas w idealnym momencie, bo Szymon się rozchorował i przedszkole na tydzień odeszło w zapomnienie. Pół dnia wobec tego „Gotowanie” królowało w naszym domu!

Wypróbowaliśmy chyba każdą możliwą wersję gry i nawet wymyśliliśmy kilka dodatkowych 😉

Dla kogo?

Moje dziecko ma prawie cztery lata, ale nie miał nigdy problemów ze skupieniem swojej uwagi na  jakimś zajęciu (jeśli tylko wyłączone są wszelkie rozpraszacze!), wobec tego gra jest dla niego idealna. „Gotowanie” wymaga koncentracji, skupienia i spostrzegawczości lub dobrej pamięci – ze swoim synem nie mam szans! Natomiast trzyletni siostrzeniec szybko stracił zainteresowanie grą, myślę jednak, że tu powodem może być także różnica charakterów wśród chłopców. Wobec tego młodszy wytrzymał kilka rund, ale szybko przestała go interesować rywalizacja.

Fajne jest natomiast to, że poziom trudności może być stopniowany, można grać żetonami odkrytymi i trenować tylko spostrzegawczość i szybkość, ale również zasłonić obrazki i poćwiczyć pamięć. A kiedy i taka wersja stanie się zbyt prosta dla dziecka przeskakujemy na język angielski i przy okazji przepytujemy się ze słówek. Może dla starszych dzieci kilkadziesiąt słówek to nic, ale dla przedszkolaka to już wystarczająco dużo. My ćwiczymy podczas gry, powtarzamy kilka nazw, kolejnego dnia próbujemy je sobie przypomnieć – jeszcze nie traktujemy tego jak zasady gry.

Angielskie słówka

Podeszłam z oporem do takiej nauki angielskiego, bo panicznie boję się, że moja wymowa jednak jest kiepska, a nie ma nic gorszego niż takiego malucha nauczyć czegoś źle – potem ten błąd będzie się ciągle powtarzał. Ale nie z Kapitanem Nauką takie numery! I na to znalazł sposób <tutaj> można pobrać nagrania z prawidłową wymową słówek! Także jedyna wymówka jaką miałam odpadła…

Zawartość

Gra składa się z czterech talerzy z potrawami, z 4 dwustronnych kart z produktami oraz z żetonów, których jest chyba 36. A do tego oczywiście instrukcja opisująca aż 12 wariantów gry.

 

A teraz niespodzianka ode mnie i Kapitana Nauki, czyli to, co lubimy najbardziej: KOD RABATOWY 😉

Można go wykorzystać do końca roku 2018, a więc spokojnie na Dzień Chłopaka, na Mikołajki albo pod choinkę, a i na jakieś urodziny czy imieniny się przyda! To aż 20% taniej, jeśli wpiszesz kod:

ZABAWA