Na lemoniady YOLO miałam chęć od dawna, bo wiadomo przecież że kawa to mój nałóg 😉 a tu jakaś kawowa nowość, no nie można przecież przejść obok niej obojętnie!!!

Dotarła świetnie zapakowana, dokładnie owinięta folią każda butelka, więc nie miało prawa nic się im stać w podróży. Etykiety proste minimalistyczne, a jednak przyciągające wzrok. Z tyłu opis każdego produktu, skład, a z przodu fajne hasło. To tak w skrócie!

Wyjaśnijmy od razu – jestem w ciąży. Lemoniady YOLO nie są dedykowane kobietom w ciąży ze względu na dużą zawartość kofeiny! Wiem. I Was o tym również informuję. Dokładnie taka informacja zawarta jest na etykiecie. Dlaczego o tym piszę? Gdy pokazałam zdjęcie na Instagramie ktoś zwrócił mi na to uwagę… I jestem wdzięczna za czujność! Dodam więc od razu, że nie wychlałam tych lemoniad naraz sama 😉 ale piłam je mimo, że jestem w ciąży. Ciąża to nie choroba i pomimo swojego stanu pije dwie kawy dziennie. Wobec tego zrezygnowałam z tych codziennych rytuałów na rzecz szklanki lemoniady. Szklanki, bo podzieliłam się grzecznie z mężem i szwagrem 😉 natomiast nie mogłam przepuścić takiej okazji i nie spróbować!

Lemoniady mają cztery smaki:

  • Kawa
  • Herbata
  • Guarana
  • Mate

Pierwszy wybór padł na Mate – szwagier jako gość decydował. Był to słaby wybór, cóż, nie jesteśmy smakoszami i uczciwie przyznam, że ten smak pasował mi najmniej. Może to wynikać z tego, że nigdy nie piłam Mate, ale wiem, że ma dość specyficzny smak. Pewnie dla fanów tego konkretnego smaku będzie ok 😉 my dostaliśmy za to głupawki, uznając, że po prostu nie doceniamy jakości… no jesteśmy ignorantami i raczyliśmy się napojem po łyczku próbując opisać fachowo smak, aromat i inne walory 😉 nie będę przytaczać, bo była to najprawdziwsza z prawdziwych głupawek 😉

Natomiast kawowa lemoniada to mój wybór i mój smak! Rewelacja! Naprawdę idealne by zastąpić kawę któregoś dnia 😉 wiecie, w podróży, w pociągu, nawet na uczelni, gdzie do wyboru jest kawa z automatu (a fuj!) 😉

Ogromny plus należy się za zakrętkę! Nie jestem typem kobiety, która nosi w torebce otwieracz (choć śrubokręt już by się znalazł, ale nim z kolei nie umiem otwierać butelek…), a otwieranie kapsli o futrynę, brzeg stołu, widelcem czy zębami jakoś mi nie wychodzi… A tutaj wystarczy odkręcić i cieszyć się smakiem! Lemoniady YOLO naprawdę będą idealne w drodze!

No i jeszcze jedna sprawa, nie umiem pić kawy mrożonej, no po prostu nie umiem i już. A lemoniadę dobrze schłodzoną wypije każdy. Może jesienią już nam tej ochłody nie trzeba aż tyle, ale tylko pomyślcie o kolejnym lecie i tym nowym rozwiązaniu jakie daje nam YOLO!