„Spowiedź polskiego kata” to miała być książka inna niż zwykle. Czy była? Niewątpliwie. Czy tego się spodziewałam? Trudno powiedzieć. Na pewno nie jest to książka dla wrażliwców, jeśli wzrusza cię każda krzywda ludzka, niesprawiedliwość i trudy z jakimi trzeba się zmierzyć to nie jest to książka dla ciebie. Dla mnie była to trudna lektura i mierzyłam się z nią dość długo. Taki urok.

„Spowiedź polskiego kata” to właściwie reportaż, zapis rozmów, wyjaśnień, dopowiedzeń. Czy kat jest chętny do zwierzeń? Niekoniecznie. Ukrywa się, nie chce do tego wracać. Nawet jego najbliżsi nie wiedzą, czym się zajmował. A on uważa, że wykonywał swoje obowiązki. Tyle.

Co najgorsze jest dla skazanych? Niepewność. Pytacie jaka niepewność, skoro wiedzą, że czeka ich śmierć? Otóż nie wiedzą kiedy. Każde kroki słyszane w korytarzu przywołują myśl: czy to już? To chyba nawet gorsze niż sama śmierć.

Autor rozmawia również że skazanymi, wysłuchuje ich. Tak jak wysłuchał kata, niemal go wyspowiadał… Tak naprawdę rozmowy z ludźmi oczekującymi śmierci są równie straszne, jak te z samym katem. Opowiadają o swoich morderstwach, a równocześnie próbują się bronić przed tym, co ich czeka…

Ostatni raz kara śmierci wykonana została w Polsce w 1988 roku – a więc chwilę przed moimi narodzinami. Rok później, w 1989 roku kara śmierci została zamieniona na 25 lat utracenia wolności. Kat przestał być potrzebny, odszedł na emeryturę…

Trudno mi pisać o tej książce, sama nie wiem, co i  w jaki sposób Wam opowiedzieć, bo to naprawdę bardzo specyficzna książka. Jestem przekonana, że wielu z Was nie sięgnie po nią z obawy przed tym, co w niej znajdzie. Inni nie sięgną z góry zakładając, że temat ich nie dotyczy. A moim zdaniem warto poświęcić jej chwilę, dać jej czas i dowiedzieć się czegoś nowego. Bo tak naprawdę ile wiemy o karze śmierci? Pewnie niewiele… A autor podszedł do tematu naprawdę poważnie i przygotował dla czytelnika książkę pełną wartościowej, choć strasznej i okrutnej, wiedzy.