Joanna Szarańska kolejny raz zapewnia nam przedświąteczną dawkę wzruszających i pięknych historii! Stęskniłam się trochę za bohaterami z ulicy Weissa, choć początkowo miałam trochę problem z dopasowaniem imion do bohaterów. Ale to było chwilowe, bo szybko wszystko „wskoczyło” na swoje miejsce. Mimo wszystko zachęcam Was by zacząć poznawanie tej historii od pierwszej części…

Kolejny raz autorka zaczyna od niemal końcowej sceny, a dopiero potem pozwala nam poznać wydarzenia, jakie do tego doprowadziły. To mnie nieco rozstroiło kolejny raz, bo wcale nie chciałam wiedzieć, że znowu takie przykre szykuje niespodzianki dla bohaterów, no ale rozumiem co było powodem. Bez tego ta historia nie byłaby tak piękna!

Nie chcę opowiadać o tym, co spotkało bohaterów, bo wydaje mi się, że to trzeba przeczytać. Inaczej nie zrozumiecie, nie wzruszycie się odpowiednio i nie nastroicie świątecznie! Także nie macie wyjścia – „Anioł na śniegu” w dłoń!

Świetne jest to, że znowu pojawia się Kalina i tym razem również jej problemy. Jak zwykle jest interesująco, jak zwykle pojawiają się niedopowiedzenia, które prowadzą do zabawnych historii, ale pojawia się też wiele smutnych i przykrych drobiazgów. A potem, wiadomo, przychodzą święta. A jak święta to musi być magia, musi być pięknie, a ile to wszystkich kosztowało nerwów to już zupełnie inna sprawa! Ale czy nie tak jest właśnie w życiu? Gonimy za pięknem, za ideałami, a czasem zapominamy o tym, co najważniejsze. „Anioł na śniegu” ma nam o tym przypomnieć.

Szczerze przyznam, że odkąd w naszej rodzinie pojawiły się dzieci wiele rzeczy odpuściliśmy. Ważny stał się syn, siostrzeniec, a to że okna nie są umyte albo jakiejś szafki bezpieczniej byłoby nie otwierać to sprawy drugorzędne. Na szczęście nie tylko dla nas, ale również dla naszych rodziców i babci. Zamiast łapać przeziębienie myjąc okna w grudniu lepiej ulepić bałwana, albo zrobić najdłuższy na świecie łańcuch z papieru. A jak nam zabraknie 12 potraw to doliczymy grzanki osobno albo wymyślimy jakąś inną „oszukańczą” potrawę. Bo to niczego nie zmieni, a my mamy szczęśliwie usiąść przy choince i wyciągać spod niej kolorowe paczuszki albo śpiewać kolędy. I takich Wam życzę świąt – pełnych magii, a niekoniecznie nieskazitelnie czystych kątów!

Oczywiście zapraszam was na zeszłoroczną recenzje pierwszego tomu:

Cztery płatki śniegu

ale także na recenzję pozostałych książek tej autorki które znalazły się na Poligonie:

I że ci nie odpuszczę

Kocha, lubi, szpieguje

Kłopoty mnie kochają

Do zakochania jeden rok