Tym razem Ewka wpada z recenzją i propozycją prezentu świątecznego – może jeszcze zdążycie kupić… i wcale nie chodzi o książkę!

 

Do świąt coraz mniej czasu, więc już od jakiegoś czasu zastanawiałam się, co sprezentować najbliższym w tym czasie. Największy problem sprawia mi co roku wybranie prezentu dla mamy, bo ona, oczywiści,e nic nie potrzebuje… Zauważyłam jednak, że ostatnio coraz bardziej lubi o siebie zadbać. Na Dzień Matki dostała w prezencie zabieg na dłonie z manicurem i była bardzo zadowolona… Pomyślałam, że teraz też postawię na chwilę relaksu u kosmetyczki. Przeglądając zabiegi oferowane w salonach na dłużej zatrzymałam się przy zabiegu peelingu kawitacyjnego. W sumie taki zabieg przydałby się i mi. Zaczęłam czytać.


Co to jest peeling kawitacyjny?

Jakie są jego efekty? I przede wszystkim – kiedy je widać… Skacząc z artykułu na artykuł natknęłam się na teksty o tym, jak wykonać go w domu. Wyglądało to bardzo prosto – trzeba tylko kupić odpowiednie urządzenie do wykonywania go w domu! Stwierdziłam, że to będzie lepszy prezent niż jednorazowa wizyta w salonie! Jesteście ciekawi, czym jest peeling kawitacyjny i jak można go zrobić w domu?

Peeling kawitacyjny złuszcza skórę i wchodzi głębiej niż peelingi ziarniste, ale działa równie delikatnie. Jest zabiegiem uniwersalnym dla każdego typu cery bez względu na wiek. Najwięcej skorzysta na peelingu skóra z tendencjami do przetłuszczania się, wyprysków i zaskórników. Kawitacja dokładnie oczyści pory, wpłynie pozytywnie na proces wydzielania sebum, a nawet pomoże spłycić blizny potrądzikowe. Polecana jest też do skóry naczynkowej. Jest zjawiskiem fizycznym, które zachodzi pod wpływem zmniejszenia ciśnienia. Polega na szybkiej przemianie z fazy ciekłej w fazę gazową. To dlatego na początku zabiegu nasza skóra musi być wilgotna, zwilżamy ją też w czasie zabiegu. Wtedy w zetknięciu z ultradźwiękami tworzą się mikropęcherzyki, które następnie ulegają rozpadowi – efektem jest rozbicie starych komórek rogowej warstwy naskórka i oczyszczona skóra. Brzmi nieźle, prawda?

Urządzenie do peelingu kawitacyjnego możemy kupić już za około 100 zł. Ja swoje urządzenie kupiłam na allegro. Posiada też opcję sonoferezy, czyli ułatwia transportowanie w głąb skóry składników aktywnych. Przyczynia się także do odżywienia, nawilżenia i regeneracji cery, obkurczenia i uszczelnienia naczyń krwionośnych, wzmożonej syntezy elastyny i kolagenu oraz rozjaśnienia przebarwień. Wykonuje się ją tym samym urządzeniem, przełączonym na inny program, po wykonaniu peelingu.

Choć oba te zabiegi są bezpieczne i łatwe do przeprowadzenia w domu należy pamiętać, że jak każde zabiegi występują przeciwwskazania. Do nich zalicza się m.in. występowanie niewydolności krążenia, osteoporozy, chorób nowotworowych, zakażenia bakteryjnego, wirusowego lub grzybiczego, trądziku, opryszczki w stanie aktywnym, a także ciążę czy obecność w tkankach ciał obcych.

Jak wygląda przeprowadzenie zabiegu?

Oczyszczamy twarz, wykonujemy staranny demakijaż. Nasza skóra musi pozostać wilgotna – dzięki wodzie następuje oczyszczanie. Ja spryskuję twarz tonikiem-mgiełką firmy Vianki. Przejeżdżam urządzeniem ustawionym na kawitację pod kątem około 45* do skóry. Co jakiś czas wycieram szpatułkę z zanieczyszczeń zebranych z twarzy. Co jakiś czas zwilżam skórę wacikiem namoczonym w przegotowanej wodzie lub wodzie mineralnej. Peeling twarzy trwa u mnie około 15-20 minut. Każdą część twarzy oczyszczam przejeżdżając szpatułką kilka razy.

Po peelingu przychodzi czas na sonoferezę – na twarz nakładam maseczkę w płachcie (uwielbiam maseczki aloesowe!) i urządzeniem przełączonym na funkcję sonoferezy również nachylonym pod kątem około 45* jeżdżę po skórze – dzięki temu witaminy i inne substancje zawarte w maseczce lepiej się wchłaniają. Taki zabieg może trwać cały czas przeznaczony na pozostawienie maseczki na twarzy – zazwyczaj około 15-20 minut.

Jak widzicie nie jest to nic skomplikowanego, a w Internecie znajdziecie filmiki, na których zobaczycie, jak powinno to wyglądać.

Ja postawiłam na zakup tego urządzenia i jestem bardzo zadowolona. Zabieg ten wykonuję co tydzień zarówno sobie, jak i mamie. Teraz jest dobry okres żeby zacząć – nasza skóra nie jest narażona na działanie słońca a to plus. Po zabiegu nie należy bowiem wystawiać się na jego działanie (solarium też odpada 😉 ). Unikamy również wycieczek na basen przez dwa, trzy dni po zabiegu.

A teraz najważniejsze, czyli efekty.

Od 4 tygodni, co tydzień wykonuję peeling u siebie i u mamy. Od jakiegoś czasu na „domowe Spa” przyjeżdża też moja przyjaciółka. Czy widzę różnice w wyglądzie skóry? Ze zdziwieniem, ale i radością powiem Wam, że tak! Skóra jest oczyszczona, jaśniejsza i bardziej promienna. Znikają zaskórniki i zatkane pory. U mamy zaobserwowałyśmy „blaknięcie” popękanych naczynek.
Uważam, że to bardzo dobrze zainwestowane pieniądze. Co prawda musicie dokupić do każdego zabiegu maseczki, ale to też nie jest wysoka cena. W gabinecie zabieg taki to koszt około 40-60 zł. Więc w cenie dwóch, trzech zabiegów kupicie już najprostsze urządzenie. Używać go może kilka osób (po każdym zabiegu dezynfekuję szpatułkę Octaniseptem).

Ja posiadam w domu również urządzenie do darsonvalizacji – prądy d’Arsonvala są wykorzystywane głównie do pielęgnacji skóry trądzikowej, łojotokowej i z rozszerzonymi porami. Skuteczność zabiegu z prądem d’Arsonvala wynika z wytwarzania antybakteryjnego ozonu, który poprawia krążenie krwi. To takie zakończenie poprzednich zabiegów – zamyka pory i dezynfekuje skórę. Koszt takiego sprzętu to również około 100 zł.

Jestem bardzo zadowolona z opisanych urządzeń – myślę, że to kolejny dobry pomysł na prezent gwiazdkowy dla każdej dbającej o siebie kobiety, a i mężczyźni mogą skorzystać!