Sama nie wiem, czy to książka bardziej dla mnie czy dla mojego dziecka… Opowiada ona bowiem o latach 90. czyli czasach kiedy to ja byłam dzieckiem! A przy okazji porusza temat, który jest u nas bardzo aktualny to znaczy: Szymon stał się starszym bratem i nie chcę go wychować w poczuciu, że młodsza siostra to kula u nogi.

Książka porusza bardzo ważny temat przyjaźni, dziecko ma szansę dowiedzieć się, jak ważna jest w życiu oraz dlaczego. Uczy, że młodsze rodzeństwo to nie tylko problem i kompromitacja w oczach kolegów, że to nie tylko przykry obowiązek. Sama lata temu musiałam się z takim problemem zmierzyć i do dziś pamiętam jakie to było trudne. Natomiast pod ręka nie było tak fajnej książki, która wspomogłaby moich rodziców w wyjaśnianiu tej sytuacji.

Myślę, że już trzylatek zrozumie morał z tej książki, jednak i dla starszych może być skierowana, szczególnie, że starsze dziecko będzie mogło przeczytać ją samodzielnie. A wtedy i o wysnucie własnych wniosków łatwiej.

Książka „Emil, kanarek i rudy pies” składa się z ośmiu historii, więc spokojnie można czytać co wieczór jedną z nich, dziecko nie poczuje się tym przytłoczone. A historie są naprawdę piękne i mądre, ale z kategorii tych ciekawych, a nie przynudzających 😉 Słowo!

Spodobały mi się także ilustracje, które są kolorowe, ale proste. Odbiegają od tych obecnych wszędzie pięknych obrazków, które kodują w głowach młodych ludzi, że wszystko musi być idealne. Bo nie musi.

To naprawdę wartościowa książka dla dzieci, ale myślę, że i dorośli będą czerpali przyjemność z jej czytania, a potem może opowiedzą dzieciom jak wyglądało dzieciństwo bez telefonów i tabletów… za to z paczka przyjaciół, pełne psot i szalonych pomysłów. Pomysłów, które czasem lepiej przemilczeć – sama mam na sumieniu kilka, do których nadal się nie przyznałam i… Niech tak może zostanie 😉

Mam nadzieję, że sięgniecie po tę książkę i podsuniecie ją dzieciom w swoim otoczeniu!