„Dziennik cwaniaczka. Jak po lodzie” to już 13 tom tej serii, a ja dopiero ją odkrywam! Może dlatego, że mój syn wcześniej nie był gotowy na taką lekturę. Ale czterolatek może już się tą książką zachwycić. I tak właśnie było u nas…

Już sama okładka, która jest matowa i posiada błyszczące elementy, które imitują taśmę klejącą są super! Ten motyw został zastosowany na przedniej i tylnej okładce. Środek natomiast przypomina zeszyt w linie, który jest uzupełniony notatkami oraz ilustracjami. Taki sposób zapisu jest genialny, a na pewno szalenie interesujący. Książka ma ponad dwieście stron, ale zawiera ogromną ilość obrazków.

A Cwaniaczek jak to Cwaniaczek, trochę narozrabiać musi lub ciągle musi mu się coś przydarzyć…  Myślę, że to jest taki przewrotny sposób, by nauczyć czytające dzieci pewnych rzeczy. I myślę, że efekt jest właściwy! To książka, przy której nie można się nudzić… Jest idealna na wieczorne czytanie i na sobotnie, leniwe poranki w łóżku! Słowo…

Rysunki są genialne, bardzo proste, ale interesujące. Dziecko zwraca na nie uwagę, dzięki czemu jest ciekawy, co wydarzy się dalej. Co jeszcze może się przydarzyć Cwaniaczkowi? Oczywiście czytałam Szymonowi książkę, ale zdarzało mu się wielokrotnie po prostu usiąść z nią i przeglądać ilustracje. Opowiadał wtedy to, co widział i sam tworzył swoje historyjki.

Myślę, że to fajna książka już dla czterolatka, ale także dla siedmio lub ośmiolatka. Myślę, że każde dziecko znajdzie tam coś dla siebie.