Znacie tę piosenkę: złoty pierścionek, złoty pierścionek na szczęście… Chyba wiele z nas od dziecka wie, jak będzie wyglądało COŚ w naszej przyszłości. Niektóre mając dziesięć lat mają w najdrobniejszym szczególe zaplanowany ślub, ja nie miałam – ale wiedziałam jaką będę miała obrączkę. Bo w mojej wyobraźni ten konkretny model miał być tym jedynym i szczęśliwym.

Mój mąż, gdy jeszcze nie był mężem i tak czuł potrzebę obnoszenia się naszym związkiem, więc dość szybko zaczęliśmy nosić srebrne obrączki. Takie najprostsze, zaokrąglone, dość szerokie. Właśnie takie o jakich marzyłam. To może głupie, ale dokładnie takie mają moi rodzice i dla mnie był to symbol długiego i zgodnego związku – chciałam, żeby mój był taki sam. Wiem, że to nie od obrączek zależy, spoko, nie wierzę też w ich magiczną moc – to długa, ciężka i nieustanna praca dwojga ludzi.

Jak wybrać obrączki ślubne?

Wybór idealnej obrączki jest uzależniony od kształtu dłoni i palców, ale też od naszych preferencji. Faktem jest, że kobietom łatwiej nosić obrączki, bo pewnie pierścionki to dla nich codzienność, ale mężczyzna, który nigdy nie nosił biżuterii może mieć z tym problem. Wtedy najlepiej wybrać obrączkę o kształcie soczewkowym, która nie będzie przeszkadzała. Nie trzeba się martwić, że skoro mąż ma prostą obrączkę, ta dla żony też taka musi być. Już sama możliwość wybrania opcji z diamentami lub innymi kamieniami daje nam dużą gamę obrączek. Białe złoto, żółte złoto, grawer nie tylko od wewnątrz, ale na przykład serce na zewnętrznej stronie. Bo grawerowana data ślubu i imiona małżonków po wewnętrznej stronie to już chyba norma, a ja przyznam, że nie raz uratowała życie mojemu mężowi, który zapomina, kiedy był Ten Dzień.

Wybierz to, co Ci się podoba, ale nie bierz pod uwagę aktualnej mody – ona minie, a obrączki z założenia mają nam służyć do grobowej deski. Nie byłoby fajnie wybrać różowych kamyczków, które za pół roku będą nas bardziej drażnić niż cieszyć 😉

Jakie macie obrączki? A może nie nosicie w ogóle?