Jak wyjść za mąż i zwariować tylko trochę…? – „Mąż potrzebny na już” Małgorzaty Falkowskiej

Prawda jest taka, że męża już mam, ale szalenie żałuję, że ta książka nie została napisana wcześniej i nie wpadła w moje ręce, kiedy nie miałam nawet kandydata na męża!

Okładka książki Mąż potrzebny na już

Już sama okładka woła z daleka – jestem fajna, przeczytaj mnie… ja nie mogłam się oprzeć. Dodatkowym plusem książki jest to, że bohaterki mają 28 lat, czyli dokładnie tyle, co ja! Choć nasze losy różnią się całkowicie to jednak miło poczytać o rówieśniczkach!
„Mąż potrzebny na już” Małgorzata Falkowska

Sześć przyjaciółek z dzieciństwa wspólnie żegna stary rok i wita nowy – taka tradycja. Tradycją jest również komisyjne spisanie postanowień na nadchodzący rok – któż z nas tego nie robi? Cóż, być może spisujemy, ale kto, jeśli wymyśli odpowiednio trudne postanowienie i je zrealizuje, dostaje od koleżanek kilka tysięcy? Dla mnie byłoby to na pewno motywujące, szczególnie, że jeśli nie dostałabym pieniędzy to musiałabym sporo zapłacić tej, która wygra…
Jesteście ciekawi, co postanowiły?
Marietta – w 2015 roku zostanie dyrektorem projektowym
Monika – w 2015 roku zapisze się na kurs prawa jazdy
Jola – w 2015 roku zostanie trenerem personalnym
Baśka – w 2015 roku wyprowadzi się od rodziców
Zośka – w 2015 roku obroni tytuł magistra
Berka – w 2015 roku wyjdzie za mąż
Oczywiście śledzimy poczynania Berki, czyli Bernadetty, która postanowiła, że koniec z przegrywaniem co roku i tym razem to ona zgarnie wygraną… a tak zupełnie serio spisując postanowienia była już po takiej ilości wina, że kolejnego dnia nie pamiętała zupełnie nic! Ale słowo się rzekło… 
To przecudowny poradnik jak i gdzie szukać męża – a może raczej by tak tego nie robić…? – przegląd wszystkich typów kandydatów, na szczęście z dużą dawką humoru! Naprawdę trudno uwierzyć, że można mieć takiego pecha… Czas leci, efektów brak, więc do akcji wkracza rodzina w roli swatki – to już zwiastuje poważne kłopoty…
Dobrze, że w pobliżu ciągle jest wspierający współlokator, Karol, szkoda tylko, że… gej. Czy Berce wystarczy 364 dni by znaleźć męża? Ja w nią wierzyłam od początku, jednak jej przyjaciółki i rodzina nie dawali jej szansy! 
Przyznam, że od momentu, gdy zaczęło się wszystko układać w życiu Berki czekałam na jakiś kataklizm, a on nie nadchodził… jednak takiej bomby na zakończenie się nie spodziewałam! 
Wiecie co najbardziej podobało mi się w książce? Informacja, że prawdopodobnie doczekam się kolejnej części!!!
Może w kolejnych tomach autorka skupi się na Zośce, która mnie zauroczyła totalnie swoją głupotą! I  – że tak to ujmę – „wpadłam jak mrówka w kompot”! 

Niesamowite poczucie humoru autorki, która stworzyła barwne postaci, błyskotliwe dialogi i cudowną historię, która pewnie mogłaby przydarzyć się każdej singielce! Trzy razy sprawdzałam, czy to na pewno jej debiut! Fenomenalny debiut – mam nadzieję, że już niedługo będę mogła przeczytać jej kolejną książkę!
Książkę dostałam w wersji elektronicznej, więc czytanie zajęło mi nieco więcej czasu, ale e-booki czytuję dopiero, gdy wszyscy domownicy zasną, więc… zarwałam dwie nocki 😀
Za możliwość przeczytania tej genialnej książki dziękuję Wyd. Videograf

Możesz również polubić…

1 Odpowiedź

  1. 16 kwietnia 2018

    […] książka Małgorzaty Falkowskiej „Mąż potrzebny na już” – mimo że mam już jednego to jej poszukiwania były cudowne, urocze, a te […]

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.