#12 Jak nam minęło pierwsze półrocze 2020 roku – Transkrypcja

K: Witajcie w kolejnym – pełnym spowiedzi – odcinku naszego podcastu. Będziemy dziś zwierzać się, jak wyglądały nasze czytelnicze odkrycia w 2020 roku i jakie jeszcze plany z nim wiążemy. Znalazłam na jednej z grup facebookowych listę trzynastu pytań, ale nie mam pojęcia skąd one się wzięły. Dotarłam do tego, że są przetłumaczone z języka angielskiego, ale nadal nie wiem, kto jest autorem tych pytań. Jeśli macie taką informację to dajcie znać, bo chętnie uzupełnimy tę informację. Ale pytania są takie, że pewnie można znaleźć mnóstwo podobnych. Także, Malwina, dziś ja przepytuję Ciebie.

M: Dobrze…

K: A potem sama będę odpowiadać.

M: …czuję się nieprzygotowana… Musiałam dziś uzupełnić swoją półkę na Lubimy Czytać, bo sama nie wiedziałam ile i jakie książki przeczytałam w tym roku. I okazuje się, że moje pierwsze półrocze tego kwarantannowego roku, które powinno obfitować w naprawdę bogatą ilość lektur… eeeh przeczytałam 22 książki do tej pory, z czego dwie jako betaczytelnik. Biorąc pod uwagę, że lubię kończyć rok z ilością minimum 52 książek, czyli jedna na tydzień, to trochę słabo. Ale może się jeszcze uda. A jak u Ciebie?

K: Nie prowadzę takich statystyk, także nie wiem, ile przeczytałam, myślę, że mniej niż ty. Chociaż jeśli liczyć takie branżowe książki to może byłoby ich dwadzieścia, ale takich typowo do poczytania to niewiele. Dobra, nie ma gadania, pierwsze pytanie: Najlepsza książka przeczytana w 2020 roku.

M: Nie będę miała problemu ze wskazaniem tytułu, to „Wrzask” Izabeli Janiszewskiej. To jest moja TOPowa książka z tego roku, nie wiem, czy ją coś przebije… chyba tylko kontynuacja! Także druga połowo 2020 roku pokaż na co cię stać. A ty?

K: No powiem Ci, że jak wspomniałaś o tej książce to przyznaję Ci rację, ale zapisałam sobie Hanię Greń i „Więzy krwi”. Jestem jej wierna…

M: Książki Hani są bardzo fajne, to fakt, ale jednak w tym „Wrzasku” było dla mnie coś takiego wow. Są dwie inne książki, które przeczytałam w tym roku, ale nie zostały jeszcze wydane także poczekam na drugą połowę.

K: Ja wybieram Hanię Greń, jednak. Choć Hania pasuje mi też do kilku innych pytań. „Więzy krwi” to drugi tom, więc warto by było sięgnąć najpierw po pierwszy… Dobra, pytanie drugie:

Najlepsza kontynuacja książki przeczytanej w 2019 roku.

M: Ah, ja już wiem! To będzie „Zadra” Roberta Małeckiego!

K: To u mnie jest Emilia Szelest. Ona wydała w tym roku drugą i trzecią część swojej serii, ale debiutowała w 2019 roku. „Ryzykowny wybór” czytałam do 4 rano!

M: O, ja czytałam drugi tom, trzeciego jeszcze nie zdążyłam przeczytać, ale była niezła. Jednak moje serduszko małeckie bije dla tego autora. Także no, „Zadra” zdecydowanie.

K: Pytanie trzecie: Nowa premiera, której jeszcze nie przeczytałaś, a masz w planach.

M: Czyli coś co teraz wychodzi? To chcę przeczytać książkę Klaudii Bianek „Przy naszej piosence”, ona jest z 1 lipca, więc to świeżynka, a nie zdążyłam jej jeszcze przeczytać.

K: Ja czekam aż ona do mnie dotrze… Mówisz, że nowa, jak nowa to ma być z lipca? Bo ja chciałam wskazać Alka Rogozińskiego…

M: Tę co teraz będzie?

K: No nie… jeszcze „Teściowych…” („Teściowe muszą zniknąć”) nie przeczytałam.

M: Ja nie przeczytałam jego dwóch poprzednich!

K: Muszę szybko przeczytać… zanim się spotkam z teściową… może coś tam znajdę?

M: Jakieś tipy? Nie, to idzie w złą stronę… Miałyśmy mówić o książkach!

K: OK, to kolejne pytanie: Najbardziej oczekiwana premiera drugiego półrocza.

M: Czekam na „Paradoks” Artura Urbanowicza. Chciałabym ją mieć w ręku i chciałabym ją mieć na półce.

K: Ja tutaj nie mam żadnego tytułu, bo nie wybiegam tak daleko. Nie rozmawiałyśmy jeszcze o sierpniowych premierach, więc nie wiem, co będzie… Ale jak tak mówisz to rzeczywiście po „Paradoks” chętnie sięgnę…

M: A! I jeszcze chciałabym przeczytać już drugi tom „Życia po Tobie” Klaudii Bianek, bo wiem, że będzie…

K: To ja czekam jeszcze na Hanię Greń, bo też ma być.

M: Zapisuję się do tej ekipy… Palec pod budkę… ja też czekam na Hanię Greń!

K: Czekamy na ogromną ilość książek… kolejne: Największe rozczarowanie.

M: Największe rozczarowanie wydane w 2020 roku, czy przeczytane w 2020 roku?

K: Nie wiem, rozwiń tę myśl…

M: Jest książka z zeszłego roku, którą przeczytałam w tym roku i druga, wydana i przeczytana w tym roku.

K: OK, to dawaj dwa tytuły.

M: Zagraniczny tytuł: „Stacja miłość” – wydana w zeszłym roku – i była nijaka. Przynajmniej dla mnie. A takie świeże rozczarowanie to, niestety, najnowszy Mróz, czyli „Osiedle Rzniw”…

K: A wiązałaś z tym chyba spore nadzieje…

M: Staram się podchodzić do Mroza zawsze z czystą kartą, do każdej książki, żeby sobie wyrobić zdanie i niestety, ale nie…

K: Ja chyba nie mam rozczarowania. Jakoś trafiam na dobre książki i trudno jest mi wskazać coś, co nie spełniło moich oczekiwań…

M: To masz szczęście! Zazdroszczę Ci… To znaczy, że albo trafiasz na dobre książki, albo na tyle znasz swój gust, że wiesz, co ci się spodoba.

K: Często sięgam po książki w ciemno, ale nie trafiłam na nic, co by sprawiło, że nie doczytałam jej do końca, że się męczyłam… z powodu treści! Bo jest książka, którą bardzo chcę przeczytać, ale ma takie malutkie literki, że ją po prostu męczę! Gdy zaczynam czytać jest godzina 23.00 i ja wskakuje do wanny, żeby się zrelaksować to nie mam ochoty męczyć oczu. Ale żeby mnie treść rozczarowała to mnie nie spotkało w tym roku. To teraz najciekawsze: Największe zaskoczenie.

M: Moje największe zaskoczenie to zdecydowanie książka Agnieszki Pietrzyk „Nikt się nie dowie”. A dlaczego? Otóż, jej poprzednia książka „Zostań w domu” nie przypadła mi do gustu. Jestem typem człowieka, który chętnie sięga po kolejne książki autora, żeby sprawdzić co się zmieniło: albo w  autorze, albo w moim odbiorze. I to jest klasyczny przypadek ogromnej niespodzianki, bo „Nikt się nie dowie” to dla mnie sztos nad sztosy. No może nie taki jak „Wrzask”…

K: …ale widzisz postęp…

M: Gdyby ktoś mi powiedział, że obie książki są tej samej autorki, to bym nie uwierzyła!

K: Taka słaba była fabuła? Tak słabo było to napisane?

M: Dla mnie zupełnie inny styl pisania, inaczej skonstruowani bohaterowie, inny zamysł na książkę. „Zostań w domu” to był klasyczny kryminał, a tu domestic noir… i to było takie zarąbiste! Po prostu zupełnie inna jakość. Totalny zaskok tego półrocza….

K: Jestem ciekawa, czy debiut to była książka, która ileś lat leżała w szufladzie i autorka zdążyła się rozwinąć, czy po debiucie i po zderzeniu się z opinią czytelników po prostu dopracowała kolejną książkę… No tego nie wiemy, ale to mnie zaciekawiło…

M: Chciałam powiedzieć, że „Zostań w domu” nie było debiutem….

K: Ok, nie wiedziałam…. To Ty nie zaczynasz poznawania autora od debiutu?

M: Nie czytałam poprzednich książek autorki, ale to nie był debiut. Ciężko mi więc powiedzieć, dlaczego w moim odbiorze ta książka jest taka inna. Ale byłam w mniejszości, jeśli chodzi o opinię. Na blogu wypunktowałam te elementy, które według mnie przemawiały na jej niekorzyść. Nie wiem co się stało, ale niech się tak dzieje dalej, bo teraz czekam na informację o kolejnej jej książce. Będę sięgać w ciemno!

K: A wiesz co było moim największym zaskoczeniem? Ale ja zupełnie inaczej podeszłam do tego tematu! Bo mnie zaskoczyły „Syreny” Anny Langner, wiesz dlaczego? Dlatego, że w chwili, gdy przygotowujemy premiery konkretnego miesiąca i one powstają w oparciu o opisy to ja sobie jakoś wyobrażam fabułę książki. Nigdy nie czytałam tych opisów, więc to jest dla mnie nowość. Natomiast wyobrażałam sobie zupełnie inaczej bohaterki tej książki, a w rzeczywistości było tak sielsko, przyjemnie, wakacyjnie, trochę romansowo, trochę zabawnie i ja się mile zaskoczyłam, bo spodziewałam się czegoś zupełnie innego.

M: A powiem ci, że jak wtedy rozmawiałyśmy o tych premierach i mówiłaś o „Syrenach” to wyobrażałam sobie tę książkę z takim lepkim, dusznym klimatem, nawet nie wiem, jak go opisać…

K: …takie długonogie piękności, które chodzą i szukają bogatych facetów…

M: Taaaak, tak!

K: …które żyją z tego i się tym szczycą! A książka była właśnie świeża, zabawna i taka wakacyjna, którą należałoby czytać siedząc na plaży…

M: No to jak to jest, że opis jedno… a nasze odczucia co innego!

K: …ale tam był jeden szczegół, jeden żart! I na tym jednym żarcie opierała się cała fabuła, wszystko poszło w inną stronę przez drobiazg.

M: Teraz mam jeszcze większą ochotę przeczytać tę książkę! Może to będzie moje odkrycie drugiej połowy 2020 roku?

K: Życzę ci tego…

M: Co tam dalej masz?

K: Ulubiony nowy autor (Debiut lub nowy dla Ciebie)

M: O wiem! Sylwia Trojanowska. To jest nowa dla mnie autorka. Przeczytałam „Powiedz mi jak będzie” i bardzo mnie chwyciła za serce, bardzo! Już czekam na kontynuację…

K: Tej książki akurat nie znam, ale autorkę bardzo lubię i cenię za to jakie porusza tematy i w jaki sposób o nich pisze…

M: Bo to są bardzo trudne tematy… przynajmniej w tej książce.

K: Chociaż w tych książkach jakichś silnych emocji nie ma, ale ona potrafi je wywołać w czytelniku….

M: Taaak, wywołać! To jest moje autorskie odkrycie tego roku! A u ciebie?

K: U mnie to będzie w takim razie „Wrzask” i Janiszewska. Ja ją tutaj sobie zanotowałam. To książka, która wyrywa z butów i czekam na następną! Ok, kolejne pytanie: Nowy crash książkowy. Czy Ty masz crasha książkowego? Ja tego fenomenu nie rozumiem… może ja jestem za stara po prostu? Nie szukam crasha! Jakoś to pytanie wydało mi się śmieszne i nie mam na nie odpowiedzi. Ale może mi wytłumaczysz, że powinnam mieć, albo zaraz rzucisz takim crashem, którym będziesz się musiała podzielić…

M: Raczej nie zrobię nic takiego, nawet nie spojrzę lekceważąco w  twoją stronę. Nie mam crasha. Z dawnych lat, kiedy czytałam Cassandrę Clare to może miałam crasha, ale teraz to nie… Chociaż mogłabym rzec, że panowie z książek Klaudii Bianek to niezłe materiały na crasha. Szczególnie główny bohater „Ocalało tylko serce… i z „Życia po tobie” też główny bohater… (oj, się nam rozmarzyła Malwina!)

K: No to kolejne trudne pytanie: Nowy ulubiony bohater.

M: Czy ja wiem… a Ty masz?

K: No właśnie nie bardzo… Tak sobie pomyślałam, że trudno jest mi mówić o ulubionych bohaterach, bo ja się do nich nie przywiązuję jakoś specjalnie. Jeszcze w rozumieniu bohater jako mężczyzna to już w ogóle, bo jakoś z bohaterkami jest mi bardziej po drodze. Natomiast jeśli miałabym uznać, że chodzi o faceta, na myśl o którym mogłabym się uśmiechnąć to na przykład „Kolacja z Tiffanym” Agnieszki Lingas-Łoniewskiej była całkiem całkiem. Skończyłam ją czytać wczoraj… Maciej był całkiem do rzeczy. Ale czytałam też „Słodki kłamca” Katarzyny Bester i tam pojawia się Adam, on też jest całkiem sympatycznym facetem… takim, z którym można by się piwa napić i film obejrzeć…

M: Ale czy to są Twoi ulubieni?

K: Nie, ulubionych nie mam… nie przywiązuje się…

M: Mam tak samo. Na początku te pytania były takie wymagające, a teraz nie wiem, co odpowiadać…

K: Teraz będzie trudniej, bo kolejne pytanie jest o książkę, która sprawiła, że płakałaś.

M: O, to akurat nie mam problemu. Taką książką jest niewątpliwie „Życie po tobie” Klaudii Bianek.

K: U mnie to było „Nazajutrz cię odnajdę” Magdaleny Wali. To był taki wzruszający moment, który odniosłam do swojego życia, no i trochę się rozkleiłam.

M: I jeszcze w moim przypadku „Powiedz mi jak będzie” Sylwii Trojanowskiej. Czyli mam dwie książki, przy których ryczałam. To nie było takie trudne pytanie….

K: No nie było… A książka, która Cię uszczęśliwiła?

M: To ta, po którą zaraz pojadę do Empiku….

K: yhm… dooooobra… To jest niezłe, bo ja planuje sobie kupić książkę Magdy Wali „Klątwa ruin”, bo miała niedawno premierę…

M:  A ja jadę odebrać ilustrowanego Pottera…

K: OOOOOOOOO!

M: (śmiech) Przyznasz, że to uszczęśliwia…

K: I to jak! To ja się zastanowię może jeszcze czy do „Klątwy ruin” Magdy nie dorzucić Harrego… Pasowałoby do Twojego wyzwania!

M: Takie moje wyzwanie, że cały czas mnie boli głowa i tylko filmy oglądam…

K: A filmy też się liczą?

M: W sumie hasztag to #wakacjezharrympotterem, więc…

K: To ja dzisiaj będę oglądać Harrego z synem… Kolejne pytanie: Najpiękniejsza książka, którą kupiłaś/dostałaś. OK, wiem, jedziesz po Harrego…

M: (śmiech) Taaak.

K: No to mamy już odpowiedź na to pytanie. Ja, niestety, Harrego nie mam, ale być może też będę miała… to wtedy wrócimy do tego pytania! I ostatnie pytanie: Jakie książki musisz przeczytać do końca roku?

M: Dużo…

K: No to ja wiem, że dużo…

M: Wszystkie!

K: Zdecyduj się na kilka…

M: Dużo i wszystkie!

K: Ja mam do nadrobienia Świst Paulinę, bo nadal nie przeczytałam dwóch ostatich. I mam w planach Jacka Galińskiego, bo nie znam: „Kółko się pani urwało”, „Komórki się pani pomyliły” i „Kratki się pani odbiły”.

M: Galińskiego przeczytałam pierwszy tom i znowu jestem w mniejszości, bo mi pani Zofia nie przypadła do gustu, więc wiem, że drugiej i trzeciej części nie będę nadrabiać. A jeżeli chodzi o to, co bym chciała doczytać to na pewno dwa ostatnie Alki Rogozińskie – że tak powiem…

K: Ja też!

M: …bo jeszcze nie czytałam.

K: Jak tego nie zrobimy to nas Alek wytknie palcami na następnym spotkaniu.

M: No dokładnie! Cholera! A zaraz jest następna premiera, ale to jest tak, że te książki czekają na czas, kiedy ja wiem, że na pewno mi poprawią humor. To jest autor, po którego sięgam w ciemno. Ja jeszcze nie doczytałam trylogii „Białego miasta”. Przeczytałam pierwszy tom, ale nie doczytałam „Rytuałów wody” i trzeciego tomu i jest mi z tym strasznie źle i chcę to doczytać jak najszybciej…

K: A tam jest sporo czytania!

M: No to są grubaski… a ja tak w połowie drugiego tomu porzuciłam i niestety… to są moje wyrzuty sumienia i muszę je skończyć. I jeszcze taka pomarańczowa książka z kotem, komedia kryminalna, Katarzyna Berenika Miszczuk…

K: Tak, wiem, coś MIAU, ale nie wiem co… (chodzi o „Ja cię kocham, a ty miau”)

M: Dokładnie, to też musze przeczytać…

K: Wiesz, że jak się teraz przyznałyśmy do tego oficjalnie to jest duże prawdopodobieństwo, że ktoś nas z tego rozliczy….

M: Do czego się przyznałyśmy?

K: Nooo, że mamy w planach takie książki….

M: Ale ja nie wiem, o czym Ty mówisz…. ja się do czegoś przyznałam?

K: Ahaaaa (śmiech) dobra, no i tyle… jestem ciekawa jak w odbiorze taki odcinek… czy te tagi się spodobają. Jeśli to wyjdzie fajnie to jeszcze trochę tych tagów przed nami. Zawsze unikałam takich wyliczanek…

M: Myślę, że takie wyliczanki to tak jak zdjęcia biblioteczek na instegramie i mogą się okazać jednym z ciekawszych odcinków…

K: To czekamy na opinie…

M: …taką jestem optymistką…

K: My w ogóle jesteśmy optymistkami nagrywając to wszystko…

M: Ale zmierzając ku końcowi… dajcie znać, czy taka forma tagowa podcastu Wam się podoba, może Wy odpowiecie na te pytania i podzielicie się z nami swoimi odkryciami i rozczarowaniami… chętnie podyskutujemy z Wami na ten temat… 

K: Czyli wrzucamy pod zdjęciem na insta te pytania i zapraszamy do dzielenie się z nami swoimi odpowiedziami. Zaglądajcie na nasz Instagram, na Youtuba…

M: na youuuuutuuuuba!

K: Tak, to dla nas wielkie przeżycie, ale jesteśmy tam. I czekamy tam na was!

M: Subskrybujcie nas…

K: Naciśnijcie ten czerwony dzwoneczek… 😉

K i M: do usłyszenia za tydzień!

Może Ci się również spodoba