Jak czytają blogerki? bo o tym, co czytają możecie zobaczyć na ich blogach – #czytajznami

Jest takie miejsce w sieci, które zaprasza do czytania… swój kawałek podłogi mamy na FB, gdzie istnieje grupa Przeczytaj i podaj dalej – serdecznie Was tam zapraszam! Dziś w ramach akcji #czytajznami mam przyjemność zaprosić na swój Poligon trzy blogerki… 

Zasady akcji są takie, że trzy osoby piszą trzy recenzje o trzech książkach 🙂 Trzy spojrzenia na literaturę, ale wiecie, że ja nie lubię tak szablonowo 😉 
To pytanie chodziło mi po głowie od dawna… bo przecież to oczywiste, że skoro piszemy o książkach to czytamy dużo, że każda czyta coś innego, coś innego lubi, ma ulubionego autora i tytuł… nuda…
Ale jakie to ciekawe jak wygląda nasze czytanie? Nie zastanawiacie się nigdy, gdy czytacie o kolejnych książkach na naszych blogach, jak to się dzieje, że mamy czas na tyle książek? Ja się zastanawiam… Czy ktoś czyta w nocy, kiedy rodzina już śpi, a dom lśni i zastaje go ranek z nosem w książce? A może czyta siedząc na podłodze wśród wież z klocków i nie przejmuje się, że podłogi nie widać spod zabawek dziecka? <= tak to wygląda u mnie. 
Czy wokół musi panować niczym niezmącona cisza, czy też techno w pokoju nastoletniego dziecka może dudnić, a nam to nie przeszkadza? I przede wszystkim, czy towarzyszy nam filiżanka herbaty, wielki kubek kawy czy lampka wina? 
Wiele razy przyznałam się bez bicia, że ja czytam w wannie, więc zapragnęłam odsłonić przed Wami tajemnice Agi z bloga Nie tylko bestsellery, Eli z bloga Słowa i obrazy oraz Agnieszki z bloga Aga to czyta! Jesteście ciekawi?
Zapraszam!
Aga z bloga AGA TO CZYTA
Aga to czyta
Bez książek nie
wyobrażam sobie życia, a czytanie to jedna z moich ulubionych czynności (poza
snem i kilkoma innymi). Czytać mogę w zasadzie wszędzie. Nie potrzebuję do tego
ciszy. Choć w spokoju czyta się najlepiej, to mi nie przeszkadza włączony
telewizor, rozmowy.
Otwierając książkę
przenoszę się do innego świata. Wraz z kolejnymi przeczytanymi stronami
wyobraźnia coraz bardziej się rozkręca. Może więc zdarzyć się tak, że nie od
razu zareaguję, gdy ktoś będzie do mnie mówił.
Najbardziej lubię
czytać w domu. Mogę położyć się albo usiąść wygodnie. W zależności od pory roku
przygotowuję sobie kubek herbaty, kawy albo wodę z cytryną i miętą. Dobrze
jeśli kubek jest kubkiem o dużej pojemności. Nie lubię bowiem przerywać
czytania, by kolejny raz gotować wodę do zaparzenia herbaty/kawy. A jeśli już
jestem do tego zmuszona to zabieram do kuchni książkę i czekając na gwizd
czajnika czytam. W domu mogę czytać tak jak lubię tzn. ubrana wygodnie, otulona
ciepłym kocem. Tak lubię spędzać wieczory i leniwe weekendy.
Jeśli jednak nie mogę
pozwolić sobie na czytanie w domowych pieleszach korzystam z innych możliwości.
W torebce mam zawsze czytnik, a na nim kilkadziesiąt różnych tytułów. Stojąc w
kolejce na poczcie, czekając w poczekalni u lekarza, albo jadąc autobusem (jeśli
tylko mogę swobodnie stać lub siedzieć) czytam.
Dzień bez książki to
dla mnie dzień stracony. Bardzo lubię czytać przed snem. Choć kilka stron
(najczęściej kilkanaście). To moment relaksu. Czas tylko dla mnie.
Ela z bloga Notatki na marginesie 
 
Uwielbiam czytać. Ostatnio
doszłam nawet do wniosku, że jestem od czytania uzależniona. Po prostu. Dlatego
staram się wykorzystać na czytanie każdą wolną chwilę. A ponieważ Kasia w
ramach akcji #czytajznami zaproponowała temat dotyczący naszych czytelniczych
zwyczajów, chętnie opowiem Wam więcej, jak u mnie wygląda czytanie…
Jak już napisałam wcześniej,
czytam w każdej wolnej chwili. Kiedy byłam mała zagłębianie się w literackie
światy było takim wieczornym rytuałem: po wieczornej toalecie, już w łóżku,
przy nocnej lampce. Wyjątek stanowiły wakacje – wtedy czytało się niemal cały
czas, z przerwami na zwiedzanie lub jakieś inne aktywności, typu pływanie na
kajaku, jazda konna, chodzenie po górach (żeglowanie już nie – moja najbardziej
ulubiona funkcja na jachcie to „laska dziobowa”, która opala się na dziobie
żaglówki, oczywiście z książką w ręku!). Później, kiedy zaczęłam studiować, co
wiązało się z codziennymi dojazdami na uczelnię, zaczęłam nosić książkę w
torebce. Czytałam wtedy, gdy miałam okienko między zajęciami i oczywiście w
pociągu. Studiowałam kulturoznawstwo i filologię polską, więc nawet, jeśli
musiałam czytać lektury to i tak zanurzałam się w świat literatury pięknej.
Fajnie, nie? To właśnie wtedy nauczyłam się wykorzystywać każdą chwilę na
czytanie – trochę zmuszona przez ogromną listę lektur, trochę z powodu własnych
chęci. I tak już mi zostało… Czytam więc zawsze i wszędzie: czekając, aż
dziecko skończy zajęcia, przed snem i zaraz po obudzeniu, w tramwaju, pociągu,
na wakacjach i podczas przerwy w pracy. Ale są pewne okoliczności, w których
czytanie sprawia mi szczególną przyjemność…
Uwielbiam zaczynać dzień z
książką. Poranna kawa i dobra lektura to taki świetny początek dnia, w sam raz
na rozruch. Wstaję wcześniej i z książką w ręce, wygodnie usadowiona w
ulubionym fotelu czekam, aż dziecko się obudzi. To taki mój drobny poranny
rytuał. Dzięki niemu poranki są przyjemniejsze i… cały dzień jest o wiele
lepszy!
                                    
Poza tym uwielbiam czytać w
kawiarniach. Ostatnio znalazłam w moim mieście fantastyczny lokal – z pyszną
sojową latte, ciastami wypiekanymi na miejscu i wygodną kanapą. A ponieważ
kawiarnia znajduje się niedaleko jednej z bibliotek, które dość często
odwiedzam, wizyta w niej staje się takim moim okołoksiążkowym rytuałem: zawsze
gdy wymieniam (tak, raczej wymieniam w bibliotece książki, rzadko tylko oddaję
lub tylko wypożyczam). Kawiarnie z książką w ręce odwiedzam też chętnie podczas
wyjazdów. Lubię poznawanie nowych zakątków umilić sobie pyszną kawą,
miejscowymi smakołykami i przyjemną lekturą. Wtedy najczęściej korzystam jednak
z czytnika – w podróży jest wygodniejszy i daje mi poczucie komfortu, że nie
braknie mi lektury podczas wyjazdu…
Często czytam też wieczorem.
Taki relaks po całym dniu. Zaparzam sobie dobrej herbaty i czytam… Dzięki
temu wyrzucam z głowy natłok myśli zgromadzonych podczas całego dnia i łatwiej
jest mi zasnąć…

Podsumowując: czytam, kiedy
mogę, choć najchętniej wtedy, gdy wiem, że mogę pozwolić sobie na chwilę
spokoju, relaksu. Czytam wszędzie, gdzie się da, ale najczęściej w ulubionym
fotelu lub klimatycznej knajpce. I koniecznie podczas czytania muszę mieć coś
do picia; dobrą kawę lub herbatę… Ewentualnie drinka z palemką, ale tylko
wtedy, gdy czytam podczas wakacyjnego wyjazdu gdzieś, gdzie jest naprawdę
ciepło…
Aga z bloga Nie tylko bestsellery
Jakiś czas temu
przyjęłam zaproszenia Kasi z Poligonu do napisania notki. Gdzie czytasz, jak
czytasz? – tak brzmiał szkic tytułu posta, do którego właśnie się dopisuję.
Moja notka będzie krótka,
mało oryginalna, w sumie nie za wiele mam do opowiedzenia.
Moja czytelnia to
moje łóżko. Wygodny materac, miękkie skórzane zagłówki, które dają stabilne
podparcie plecom, mruczący kot obok. Do tego ciepły kocyk, pod który obie z
kotką Kalą się pakujemy. NIGDY nie czytam w innym miejscu, więc siłą rzeczy
najczęściej czytam wieczorami ( i nocą ;)). Chyba, że jestem chora i się
wygrzewam pod kocem, to zdarzy mi się sięgnąć po lekturę w dzień, ale wtedy
zwykle wolę po prostu spać lub zerkać na tv.
Za to warunki,
jakie funduje mi otoczenie są mi zupełnie obojętne – może cichutko burczeć
radio a mogą trząść się szyby od głośnej muzyki. Może ktoś do mnie (a raczej
obok mnie) mówić – nie przeszkadza mi to. Dzwonek do drzwi, połączenie
przychodzące w telefonie – nie ruszają mnie. Po prostu zagłębiając się
(zwłaszcza w ciekawą) książkę totalnie odcinam się od świata zewnętrznego:
świetenie moje podejście obrazuje poniższy mem, który od momentu ujrzenia
utkwił mi w głowie 🙂

Łóżko + koc + kot +
książka = połączenie idealne!
Bardzo dziękuję Wam, że podzieliłyście się z nami swoimi małymi tajemnicami 🙂

Możesz również polubić…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.