„Czereśnie zawsze muszą być dwie” Magdalena Witkiewicz

Magdalena Witkiewicz – dla mnie gwarancja jakości. Wybierając Jej książki wiem, że się nie zawiodę, że to będzie przyjemny czas, choć nie od razu tak było… dziś zdradzę Wam dlaczego i opowiem o najnowszej powieści!

                        

Zanim opowiem o książce przyznam się Wam, że moje pierwsze
spotkanie z Magdaleną Witkiewicz nie było udane. Było to zaraz po premierze „Milaczka” – na okładce wielkimi literami napisane: Monika Szwaja poleca. Skoro
poleca to znaczy, że jest genialne, akurat wszystkie Jej książki miałam
przeczytane i szukałam nowego nazwiska. Byłam pewna, że to strzał w dziesiątkę,
jednak nie było nam po drodze, nie pamiętam już nawet dlaczego, ale „Milaczka” nie doczytałam do końca. 
Tylko sobie nie myślcie, że autorka wylądowała na
czarnej liście, o nie, sięgnęłam później po jakąś jej książkę i wpadłam po
uszy. Co prawda nie udało mi się przeczytaćdo tej pory wszystkich, ale większość
tak, a do „Milaczka” jeszcze wrócę, obiecuję!
Jako blogerce współpraca z wydawnictwem Filia marzy mi się
od dawna, ale to takie marzenie nieosiągalne raczej, choć po wiele książek tego
wydawnictwa sięgam w ciemno. I któregoś dnia Instagram woła do mnie z konta
Magdy Witkiewicz, że blogerzy mogą się zgłaszać do autorki w sprawie
egzemplarzy recenzenckich, wiecie, pomyślałam, że taki Poligon przepadnie wśród
zgłoszeń… wyobraźcie sobie więc moje zdziwienie, gdy dostałam wielką paczkę z
dużą czerwoną pieczątką, która jest już chyba znakiem rozpoznawczym autorki! 
                    

Więcej do szczęścia nie było mi trzeba, ale w środku czekała jeszcze niejedna
niespodzianka. Ta malutka kopertka do dziś jest zamknięta… i wcale nie wiem,
czy ją otwierać, tak pięknie jest zapieczętowana…
Ale teraz już nie będę krążyć wokół tematu tylko od razu
powiem Wam, co tam wyczytałam…
To co lubię najbardziej to podział książki na części: dzięki
temu, gdy kończę jedną część mogę spokojnie oderwać się od książki – odbieram to
jak wskazówkę od autora: „A teraz przemyśl sobie te historię, oderwij się i
wróć z przemyśleniami”.
W książce poznajemy Zosię, Marka oraz Szymona, ale i tak
najważniejsza jest pani Stefania i pan Andrzej oraz ich historia. To
niesamowite, jak los potrafi pokierować życiem ludzi.
Czy to możliwe by miłość przetrwała kilkadziesiąt lat, by
ludzie czekali na siebie mając świadomość, że nigdy nie będą mogli być razem? I
czy jest w ogóle szansa by na starość zaznali jeszcze szczęścia?
Zosia jest uczennicą ósmej klasy i ponosi konsekwencje za swoje
pierwsze w życiu wagary, nie jest to właściwie takie straszne, bo ma jedynie
dostarczyć obiad starszej pani do domu. Właściwie kara szybko przestaje być
karą, bo młoda dziewczyna i starsza pani się zaprzyjaźniają. Jeśli nie
wierzycie w Take przyjaźnie – Wasza sprawa, ja wierzę! I tak przez liceum, studia aż do pierwszej pracy ta znajomość kwitła, a każda środa była terminem
ich spotkań.
                       
Naprawdę nie wiem,
jak mam opisać Wam bohaterów nie zdradzając zbyt wiele treści, a dodatkowo nie
dać się ponieść emocjom, które podczas czytania książki po prostu fruwały w
powietrzu.
Więc po kolei:
Zosia pojawia się jako osmoklasistka, ale dopiero, gdy kończy
studia, znajduje pracę i zakochuje się zaczyna się historia. Jej
historia, bo tak naprawdę wszystko zaczęło się o wiele wcześniej…

Domyślacie się pewnie, że gdyby zakochała się w porządnym, oddanym i cudownym
facecie to byłoby zbyt nudno, więc owszem – moim zdaniem Marek jest nieciekawym
partnerem. Cały czas zastanawiałam się jaką brzydką prawdę skrywa, sama nie
wiem, może gdyby była to żona to byłoby jakoś łatwiej… i czytelnikom to
zrozumieć, i Zosi się odciąć. Ale nie… Tym bardziej, że Marek zostawił jej
prezent odchodząc…

O pani Stefanii ciężko cokolwiek powiedzieć, bo jest ona
głównie wsparciem dla Zosi, a ile tajemnic skrywała okazuje się dopiero po jej
śmierci. Faktem jest, że zostawia Zosi swoje mieszkanie oraz dom w Rudzie
Pabianickiej. Dom to może sporo powiedziane, stanowczo długa droga przed Zosią
by przywrócić mu świetność… Kiedy jednak dziewczyna rzuca wszystko, wsiada w
samochód i wyrusza w drogę poznaje Szymona, oj ten to dopiero ma tajemnice! Ale
to nie zmienia faktu, że jest jedyną osobą, jaką Zosia zna, nie próbował jej zamordować
ani zgwałcić, więc gdy już nie miała innego wyjścia zaufała mu. A potem małymi
krokami przerodziło się to w przyjaźń… tylko dlaczego wszyscy tak dziwnie
reagowali, gdy mówiła, że jest taksówkarzem…?
Życie Zosi, Marka i Szymona opisane w książce przeplata się
z historią opowiadaną przez pana Andrzeja, ale w tej kwestii nie pisnę ani
słowa, bo to po prostu trzeba przeczytać. Ta opowieść, tajemnicza kobieta,
skarby znalezione w domu oraz pamiątki po pani Stefanii łączą się w cudowny
splot, który otula nas niczym koc… i jestem pewna, że masz ochotę przysiąść w
fotelu z tą książką w ręku i zanurzyć się w tym kocu i tej historii!
Mówią, że to najlepsza książka Witkiewicz… możliwe, ale
przeczytałam ich już trochę i wiem, że kolejna będzie jeszcze lepsza! Bez
względu na to, ile razy na profilach autorka będzie „jęczeć”, że w życiu nie
zdąży w wyznaczonym terminie – nie zrobi nam tego!

                             

Aha, a kopertę rozpieczętowałam 😉

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Magdalenie Witkiewicz. 

Może Ci się również spodoba

1 Odpowiedź

  1. 6 lutego 2019

    […] Anna Sakowicz  „Żółta tabletka plus” http://poligondomowy.pl/2017/06/17/zota-tabletka-plus-opowiadania-i/ Krzysztof P. Łabenda „Przetrwać noc” http://poligondomowy.pl/2017/06/11/przetrwac-noc-krzysztof-p-abenda/ Tadeusz Grubecki „Przygody Wiki” http://poligondomowy.pl/2017/06/09/przygody-wiki-tadeusz-grubecki-czyli/ Magdalena Witkiewicz „Czereśnie zawsze muszą być dwie” http://poligondomowy.pl/2017/06/05/czeresnie-zawsze-musza-byc-dwie/ […]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *