Ależ się pomyliłam co do tej książki! Myślałam, że #EraTindera to kolejny erotyk opisujący hedonistyczne podejście do sprawy seksu współczesnych młodych ludzi. Ależ się pomyliłam… Książka Jakuba Przytarskiego to znakomity obraz współczesnego młodego pokolenia – pokolenia instant… Wszystko szybko, wszystko pod ręką, klik i już załatwione. To książka o czasie, gdy social media zastępują realne życie.

W takim właśnie czasie Ona, 23-letnia studentka, która próbuje zagoić rany po ostatnim nieudanym związku i On, 28-letni mężczyzna, który od lat jest zamknięty emocjonalnie dla nowo poznanych kobiet zaczynają myśleć o swoim życiu inaczej. Spotykają się dzięki tytułowej aplikacji, jednak żadne z nich nie jest jej wielkim fanem. Czy z internetowej znajomości może być „coś”? Początkowo ich relacja opiera się na, jak można by przypuszczać, szybkiej randce zakończonej w pościeli. Ale czy oboje tego właśnie chcą? Trudno przyznać się przed samym sobą, że chce się od życia czegoś więcej niż zaspokojenia hedonistycznych potrzeb. Trudno przed sobą, a co dopiero przed innymi! Jednak dwoje naszych bohaterów zaczyna przełamywać swój strach i niepewność. Czy spróbują? Czy zaryzykują?

W międzyczasie na arenie uczuć pojawią się i inni zawodnicy – dawne miłości, powroty do przeszłości. Co wybiorą bohaterowie?
Książka obfituje w głębokie przemyślenia bohaterów i to całkiem trafne (no dobra, może momentami można zarzucić im, że to trochę przerost formy nad treścią, ale…). Znajdziemy tam bardzo wiele przykładów podobnych do tych, które dzieją się tuż obok nas. Dużym plusem jest to, że nie jest to „Sztucznie nadmuchane” – obok dość poważnych tematów pojawiają się momenty, gdy można się zaśmiać. Jeden z moich ulubionych? Proszę bardzo…

Stanąłem nad Marcinem, który leżał nagi na łóżku i patrzył na mnie błagalnym wzrokiem. Jedną rękę miał przykutą kajdankami do metalowego pręta przy łóżku. Walczyłem ze sobą, aby nie parsknąć śmiechem.
– Wody. Przynieś mi wody – powiedział, patrząc na pełną puszkę po farbie, która stała obok łóżka. Nie było w niej jednak farby.
– Błagam cię, uwolnij mnie. Klucz wisi na haczyku w przedpokoju.
– Czyżby słodka zemsta twojej blond kochanki? – wyszedłem do przedpokoju, gdzie znalazłem kluczyk.

Ten zabawny fragment ma też swoje drugie dno…

To Iza przykuła mnie do łóżka, a potem wyszła z mieszkania. Owinęła mnie sobie wokół paluszka, mszcząc się w tak wyrafinowany sposób. Skubana, pięknie to rozegrała. Nie powiem, że nie. Na początku czułem wściekłość, ale w nocy miałem wiele czasu na przemyślenia. Potraktowałem ją źle, jak wiele innych kobiet, i w sumie nie dziwię się jej reakcji. Byłem zaślepiony swoimi hedonistycznymi żądzami, nie bacząc na to, co może czuć druga strona.

Takie zmiany zaszły w Marcinie – przyjacielu głównego bohatera…
I właśnie takich i podobnych przemyśleń znajdziecie w książce sporo.
Można powiedzieć, że „#EraTindera” to opis współczesnego pokolenia 20- i 30latków – ciągle w biegu, z komórką w dłoni. Mnie jednak wydaje się, że to pretekst do głębszych rozmyślań. Podany w bardzo zmyślny sposób…