Artur Urbanowicz już swoim debiutem pokazał na co go stać. Myślę, że jeżeli ktoś miał okazję przeczytać jego debiutancką książkę to po prostu nie będzie się zastanawiał i sięgnie po „Grzesznika”… I będzie wiedział, czego się spodziewać, i nie zawiedzie się, i będzie z niecierpliwością czekał na kolejną książkę!

Miałam przyjemność poznać autora osobiście na Targach Książki w Krakowie. Co więcej udało nam się też trochę pospiskować i zaplanować bardzo fajną akcję dla czytelników Poligonu i nie tylko! Mam nadzieję, że będziecie zadowoleni, choć troszeczkę jeszcze musicie na to poczekać, ale warto – obiecuję!
Fascynujące jest to, że autor zaczyna książkę w taki sposób, że sprawia wrażenie takiej zwykłej obyczajówki. Męskiej, bo rzeczywiście takiej mocno surowej, czasami trochę wulgarnej, ale przy tym wszystkim bardzo poprawnej. Widać, że wszystko jest bardzo dopracowane i dopieszczone! Ale zaczęłam od tego, że zaczyna się obyczajówkowo… Potem przychodzi taki moment, kiedy czytelnik nagle doszukuje się czegoś innego i okazuje się, że są jakieś nadprzyrodzone moce, jakieś duchy, stwory, potwory! I to pokazuje zupełnie inny obraz tego, co przeczytaliśmy do tej pory, zmienia się nasz pogląd na książkę totalnie! I ja już wiem, że tak jest u Urbanowicza, więc czytam z przekonaniem, że czymś mnie zaskoczy… i zaskakuje!
Grzesznik
Wierzę, że jesteście prawymi obywatelami, więc możecie nie wiedzieć, że bycie szefem mafii to taki jednak niepewny kawałek chleba… Nigdy nie wiadomo, kiedy los się od nas odwróci, kiedy ktoś zacznie czyhać na naszych przyjaciół, na podopiecznych, rodzinę oraz majątek. Suchy ma tego pecha, że pojawia się jego poprzednik, który miał swoje odsiedzieć w kiciu (tak się już na pewno nie mówi, ale mafijny slang jest mi obcy!), a jednak nie siedzi… Wraca więc, nikt nie wie, jak wygląda, a on zastawia na Suchego zasadzkę. Efektem jest szpital i śpiączka, a potem dopiero się wszystko zaczyna!!! (słowo do autora: po tygodniu w śpiączce pacjent, choćby nie wiem jak silny, nie pozbiera się i nie ucieknie ze szpitala… ja tydzień po wybudzeniu zostałam wywieziona na wózku!).
Książka trzyma w napięciu, fabuła oplata czytelnika jak bluszcz i dusi aż do ostatniej strony! I nagle zaczynasz bać się luster, ciemności, każdy szmer wzbudza Twój niepokój i nikomu już nie ufasz…
Moi drodzy, powiedziałabym, że Urbanowicza należy sobie dawkować. Ale on jest sprytniejszy niż my i jak już przeczytasz pierwsze zdanie to nie masz szans by wyplątać się z tego w połowie!
***
Jakie plany?
Mam nadzieję, że zacznie pisać trochę szybciej, albo mniej dopieszczać i poprawiać, bo czytelnicy czekają!!!

Jeden komentarz