Jak zrobić budżet? sama nie wiem, ale próbuję!

Po trzech miesiącach spisywania każdej złotówki pora na stworzenie budżetu. Byłoby bosko usiąść i zrobić to z mężem, ale stanęło na tym, że spisałam wszystko sama, on tylko spojrzał i zatwierdził. I dobrze. 

Już samo kontrolowanie wydatków wydawało mi się nierealne. Wiecie, próbowałam jakiś milion razy i na koniec miesiąca i tak okazywało się, że kilku setek brakuje… cóż… ale w końcu w listopadzie się zawzięłam. Mąż patrzył z politowaniem na moje kolejne próby, a mnie jego wzrok doprowadzał do szału. I trochę na złość jemu, żeby mu pokazać! I żeby pokazać sobie, że jednak mogę – udało się!
Moje życie potoczyło się w taki sposób, że nie pracuję. W tej chwili zajmuję się dzieckiem, ale brak zarobków wcale nie sprawia, że jestem szczęśliwa. Bycie tylko mamą to dla mnie za mało, jednak nie zawsze jest tak jak chcemy. Wszystko byłoby ok, gdybym choć kilka groszy miała „swoich”, tzn. zarobionych osobiście. I mimo, że nie ma z tym problemów w naszym związku, w dniu wypłaty połowę mąż przelewa na moje konto – bo mamy osobne, to jednak ja mam świadomość, że wydaję jego ciężko zarobione pieniądze. Więc każdy wydatek będący moim kaprysem, a nie wyższą koniecznością dwa razy muszę przemyśleć. Mój mąż ma do tego lekkie podejście – coś ci się podoba – kup. Inaczej jest jeśli chcę kupować przydasie, koraliki, wstążki itd. ale to wydatki, które zdarzają mi się co kilka miesięcy i najczęściej się zwracają. 
Podeszłam do sprawy inaczej – ponieważ nie zarabiam to moim wkładem będzie kontrolowanie wydatków i szukanie oszczędności. Nie ograniczam naszych wydatków do minimum, ale kontroluję sytuację, gdy mamy ochotę na „niekontrolowane szaleństwo finansowe”.
Jesteśmy w tej dobrej sytuacji, że nie mamy długów, nie żyjemy na kredyt i jakoś wystarcza do wypłaty. Jednak do tej pory nie udawało nam się nic odłożyć.
Mamy oczywiście pewne oszczędności, ale ze względu na mój stan zdrowia, może się nagle okazać, że muszę zapłacić za operację, więc te pieniądze traktujemy jak nieistniejące.
Ale wracając do tematu. Po trzech miesiącach spisywania wydatków mamy już świadomość ile i na co wydajemy, więc możemy przejść do kolejnego etapu- BUDŻET.
Przygotować budżet wcale nie jest tak łatwo. Ale wszystkie kwoty zaokrągliłam w górę, zaczęłam od najważniejszych, resztę rozdzieliłam na pozostałe kategorie. Może się wydawać, że niektóre kwoty są zbyt małe, ale ustaliłam, że mamy do wydania 2500zł – to kwota jaka zawsze pojawiała się w ciągu zeszłego roku. To znaczy, że nie było mniej. Liczę oczywiście na to, że będzie więcej – wtedy więcej odłożymy. Chociaż oczywiście jeśli nadwyżka będzie to mamy zamiar wydawać na siebie – wyjazdy, wyjścia z dzieckiem, jakieś małe przyjemności – bo na to w budżecie pieniędzy nie ma przeznaczonych.
Pokażę Wam tabelkę:
Przeznaczona
kwota
Rachunki
500
Samochód
600
Zakupy
spożywcze
Na mieście, śmieci, alkohol
600
150
Chemia,
kosmetyki, dom, prezenty
150
Dzieć
200
Ubrania
100
Hobby
żona
100
Hobby
mąż
100
SUMA
2500
Tak, wiem, ubrania – 100 zł, ale ja właściwie siedzę w domu ciągle, mąż nie ma dużych potrzeb. No i nie kupuje się co miesiąc, więc jeśli w tym miesiącu nie wydam to w przyszłym mogę spokojnie wydać 200zł. Z takiego wychodzimy założenia. 
Znalazło się miejsce na nasze hobby – wynika to z tego, że mąż gra z kolegami w piłkę i wynajmują salę – żeby było sprawiedliwie i sobie przyznałam taką samą pulę. Kwota jest z nadwyżką, więc mężowi oprócz sportu jeszcze coś tam zostanie. To działa na zasadzie, że nie wnikamy na co druga strona wydaje te pieniądze.
Zobaczymy czy się uda… już 10 marca będę miała jasność.
Choć w tym miesiącu czeka nas wyjazd na kilka dni na 90. urodziny mojej babci – na drugi koniec Polski, więc wydatek spory, a w poprzednich miesiącach też nie było jak odłożyć… no zobaczymy!
Trzymajcie kciuki!


Możesz również polubić…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.