32/52 „Klątwa utopców” Iwony Banach to idealna pozycja na wakacje na odludziu!

Komedia? Kryminał? Zacofani mieszkańcy wsi wierzący w zabobony, a do tego kilka całkiem wymyślnych morderstw, spadek, ucieczka, gonitwa, miłość, podejrzenia – czegoś Wam brakuje? Bo moim zdaniem to recepta na całkiem niezłą książkę!

„Klątwa utopców” Iwona Banach

Gdybym miała jednym zdaniem określić tę książkę to miałabym problem… 
Na pewno jest wciągająca, jednak chyba ze względu na ilość bohaterów, a także wydarzeń musiałam ją sobie dawkować – może to być jednak kwestia tego, że po prostu w tej chwili nie umiem ogarnąć zbyt skomplikowanej historii… bo oprócz tej historii gotuję obiad, buduję zamki z piasku i gram w piłkę nożną będąc równocześnie bramkarzem, obrońcą i atakującym (a najchętniej siedziałabym na ławce rezerwowych)!
Jednak niewątpliwie książka mnie wciągnęła, choćby z tego powodu, że cały czas nie miałam pojęcia kto sieje ten zamęt!
Ale od początku… Dagmara jest szczęśliwą narzeczoną, która ma już sprecyzowane plany i na dalszą przyszłość i na bliższą – czyli wakacje. Niestety, okazuje się, że dziadek potrzebuje pomocy, a pomóc może tylko Dagmara… ja też pomyślałam, że to pestka, i zupełnie nie rozumiałam jej oporów… jednak okazuje się, że bywają różni dziadkowie! Jej niestety dawał w kość. Wszystkim. 
Ale takiego obrotu sprawy nawet ona nie mogła się spodziewać, choć chyba po dziadku spodziewała się wszystkiego… nie umiem nawet powiedzieć, czy uciekała, bo ją ktoś gonił, czy może goniła, bo dziadek jej uciekł… a może to była bardziej skomplikowana kwestia ucieczkowo-pogoniowa… 
Najważniejsze, że zbierając po drodze dziwnych ludzi, jeszcze dziwniejszych poznając, dotarła w końcu na jakąś wiochę zabitą dechami, gdzie grasował „Dziki Pies” – nie zgadniecie o co chodzi!!!
Wiocha to jeszcze nic, bo zamieszkać musiała w ruinach szpitala psychiatrycznego, w którym straszyło, w dodatku dziadek rozpłynął się w powietrzu…
A potem było już tylko strasznie zabawnie, czyli zabawnie, bo Kusiakowa i Ziębowa jednym zdaniem potrafiły rozłożyć mnie na łopatki ze śmiechu, i strasznie, bo jednak trup się gęsto ściele… Niby nie wydawało mi się możliwe, że pół wsi pozabijali z powodu jakiejś głupiej sprawy, ale każda kolejna strona pokazywała, że nic nie jest takie jak się wydaje…
Czy to było ukartowane? Co tak naprawdę z dziadkiem? I czy głupiutka blondynka ubrana na różowo może tak dobrze udawać głupotę? Dobra dodam i to – czy bejca nadaje się do farbowania włosów?!
PODSUMOWANIE:

400 stron
  32/52
 2,5 cm
Pierwsze spotkanie z autorką
Książka polskiego autora
Pożyczona z biblioteki
Książka z okładką w kolorach lata

Może Ci się również spodoba