„Liliowe dziewczyny” Martha Hall Kelly

Dochodzi północ, ale ja skończyłam czytać tę książkę i nie mogę spać, myśli krążą, emocje nie chcą opaść i po prostu muszę to z siebie wyrzucić! 

Zacznę od tego, że unikam książek historycznych, czy nawet nawiązujących do faktów z przeszłości, szczególnie zaś literatury obozowej. Nie, nie myślcie, że udaję, że nie ma tematu, przeciwnie – na studiach sporo z przyjaciółkami czytałyśmy na ten temat. Dodatkowo moja babcia została wywieziona do Niemiec na roboty, a dziadek około 3 lat spędził w obozach, do dzisiaj też pamiętam, jak moja prababcia do śmierci powtarzała, że jej brat poszedł walczyć, ale na pewno żyje gdzieś na świecie… 

Dlatego książka troszkę przerażała, kolejną trudnością okazała się jej objętość – solidne tomisko, które ciężko nosić w torebce. Jednak okazała się bardzo ciekawa, wciągająca i trudno było ją odłożyć na bok. Ale jak się domyślacie nie jest to książka, którą czyta się do rana, trzeba sobie dawkować takie historie, dawać czas na przemyślenia. A przemyślenia… cóż, zawsze dochodzę do wniosku, że my, dzisiaj, nie przeżylibyśmy ani dnia w takiej sytuacji! Czytanie o wojnie jest takie trudne… z jednej strony wydaje się aż nierealne, że takie rzeczy mogły się wydarzyć, a z drugiej przecież gdzieś na świecie właśnie ludzie do siebie strzelają!
Ale książka… O swoim życiu opowiadają trzy dziewczyny, każda inna:
Caroline Ferriday wiedzie dość bogate i spokojne życie w Nowym Jorku, jest współpracownicą konsula Francji, a po chwili zakochana we francuskim aktorze… 
Herta Oberheuser, Niemka, jedyna kobieta lekarka w obozie Ravensbruck, która przeprowadzała eksperymentalne operacje na Polkach.
Kasia Kuśmierczyk była jedną z tych operowanych kobiet, drugą była jej siostra Zuzanna. Nie miała nawet dwudziestu lat, gdy trafiła do obozu, a razem z nią jej siostra, matka, przyjaciel (w którym była zakochana) i jego siostra. 
Ich losy połączył obóz. choć każdą w inny sposób. Najbardziej zżyłam się oczywiście z Kasią, z gęsią skórką na rękach z przerażenia czytałam o losach lekarki Herty, z kolei Caroline była dla mnie nieco oderwana od rzeczywistości, skupiona tylko na tym by czynić dobro. 
Z powodu tych trzech spojrzeń książka przedstawia wojnę z trzech stron, to aż niesamowite jak pełny obraz stworzyła autorka. Intensywnie zastanawiałam się, na ile oparta jest na faktach, jednak na samym końcu autorka wyjaśnia jak zbierała dokumentację. I muszę powiedzieć, że ją PODZIWIAM! Taki debiut! 
Jestem przekonana, że zebranie tych materiałów musiało ją wiele kosztować, a to na pewno nie było łatwe przebrnąć przez takie ilości dokumentów pełnych strasznych opisów operacji, wspomnień… 
Wiadomo, to nie jest książka historyczna, bo autorka dodała sporo od siebie, ale podziwiam ją, że tak wiele informacji zawartych w książce było prawdziwych.
Dziękuję za możliwość przeczytania książki autorce bloga Ruda Recenzuje, która zorganizowała ten Book Tour.

Możesz również polubić…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.