maseczki

Dziś wyjątkowo nie przychodzę do Was z recenzją książki. Dziś chcę pokazać Wam swoje ulubione maseczki w płachcie. Jakiś czas temu pisałam Wam o peelingu kawitacyjnym <klik> – jest jednym z moich ulubionych zabiegów, które wykonuję w domu. Efekty są widoczne – uwierzcie mi!
Po peelingu nakładam na twarz maseczkę w płachcie.

Dlaczego w płachcie? Ponieważ urządzenie do peelingu mogę zamienić w urządzenie do sonoferezy. Sonofereza ułatwia transportowanie w głąb skóry składników aktywnych, przyczynia się do odżywienia, nawilżenia i regeneracji cery, obkurczenia i uszczelnienia naczyń krwionośnych, wzmożonej syntezy elastyny i kolagenu oraz rozjaśnienia przebarwień. Wystarczy końcówką urządzenia „jeździć” po płachcie maseczki i dzięki temu substancje zawarte w niej lepiej „wchodzą” w naszą skórę.
No to do rzeczy…
Pokażę Wam moje ulubione maseczki.

maseczki

Pure Charcoal Black Tissue Mask z ekstraktem z czarnych alg

Zacznę od maseczki znanej firmy Garniere – Pure Charcoal Black Tissue Mask z ekstraktem z czarnych alg. Oczyszczająca i nawilżająca maska, która zwęża pory zawiera bambusowy węgiel drzewny, znany ze swojego działania absorbującego i neutralizującego zanieczyszczenia oraz ekstrakt z czarnych alg, LHA i kwas hialuronowy. Maska absorbuje sebum i usuwa zanieczyszczenia, dając wrażenie czystszej skóry. Zmniejsza pory, poprawia wygląd skóry i zapewnia jej intensywne nawilżenie.
Czarną płachtę trzymamy na twarzy 15 minut. Skóra jest oczyszczona – prawdziwy detox! Dostępna w większości drogerii – między innymi w Rossmannie <klik>

ISANA Young

Kolejne maseczki, które bardzo lubię to seria z Rossmanna – ISANA Young. I choć już taka „young” nie jestem to bardzo je lubię. Dostępne są różne warianty:

  • ujędrniający Tygrys,
  • odświeżająca Żaba,
  • pielęgnujący Kot,
  • uspokajająca Panda.

Wszystkie te maseczki są nawilżające. Moim ulubieńcem jest Tygrys. Lekko napina skórę, przyjemnie pachnie, no i „najważniejsze” – jest na niej nadrukowany (podobnie jak na innych z tej serii) pyszczek tygrysa! Maseczki z tej serii znajdziecie <tutaj> 

BIOAQUA

Kiedy chcę się zrelaksować sięgam po maseczkę różaną – nic tak mnie nie uspokaja jak jej aromat. I tu zdecydowanie wygrywa BIOAQUA. Jej piękny i delikatny zapach pozwala mi zapomnieć o stresach. Poza tym delikatnie rozjaśnia skórę. Dedykowana jest skórze pozbawionej blasku, zmęczonej. Moja ulubiona to ta zamawiana na Alieexpress <klik>
Możecie kupić inne różane maseczki (między innymi ISANA ma w swojej ofercie maseczkę z wodą różaną).

BeBeauty

Ostatnio spotkałam w Biedronce maseczki w płachcie. BeBeauty również wypuściło serię maseczek na tkaninie – bardzo spodobała mi się ich maseczka do cery zmęczonej i pozbawionej blasku z witaminą C, rutyną i olejkiem jojoba. Niestety udało mi się kupić ją tylko dwa razy – niemniej jednak polecam. Delikatny zapach, dość dużo płynu dzięki czemu tkanina jest mocno nasączona – resztę płynu nakładam na szyję 😉
Polecam Wam też maseczki z różnego rodzaju kwasami – np. kwasem hialuronowym. Ma za zadanie niwelować drobne zmarszczki,ale i poprawić nawilżenie skóry. Kwas ten tworzy na skórze powłokę ochronną, która zapobiega utracie wody. Polecam również tę – 8w1 <klik>.

Maseczka z aloesem Aloe Vera 92% – Aliexpress

Nie mogę nie wspomnieć Wam też o moim ulubieńcu z Chin, czyli o maseczce z aloesem. Akurat czekam aż do mnie dotrze 😉

Najbardziej lubię tą opisaną jako Aloe Vera 92%. Znakomicie nawilża skórę, pozostawia ją gładką i miłą w dotyku. Ponadto maseczka z aloesem ma za zadanie ukoić naszą podrażnioną skórę i przyspieszyć jej regenerację. Myślę, że przyda się po opalaniu.
Z Alieexpress polecam tę maseczkę: <klik> 

Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że maseczki te nie są cudownym lekarstwem na problemy z cerą – jednak zawsze lepiej się wspomagać nimi w walce o piękną twarz. Ja stosuję je razem z opisanym wcześniej peelingiem kawitacyjnym i widzę zdecydowane zmiany mojej cery – oczywiście na plus!