Montessori kontra Mikołaj

O Montessori może nie wiem zbyt wiele, bo jakoś nigdy nie udało mi się zgłębić tematu, ale traf chciał, że jestem w jakiejś grupie na FB o tej tematyce. I o ile popieram tę metodę, choć sama jej nie stosuje jakoś specjalnie to ostatnio mój świat legł w gruzach. Bo prezenty od Mikołaja są oszukiwaniem dzieci, więc dawaj! Leć powiedzieć swojemu maluchowi, który ozdabiał dla niego pierniki, że on nie istnieje.

Hola! Jestem mamą. Mamą, która ma moc. A ta moc to nic innego, jak sprawianie, że dla mojego dziecka pewne elementy życia będą magiczne. Magiczny jest Mikołaj i Dzieciątko. I Zajączek. I Wróżka Zębuszka, której jeszcze nie znam, ale jak nadejdzie czas to zatrudnię najlepszą Wróżkę Zębuszkę w całej galaktyce! Bo moje dziecko jak już zrozumie te wszystkie mechanizmy to nie pomyśli: matka mnie oszukiwała. Tylko: grudzień to mój ulubiony miesiąc. Gdy będę mieć dzieci sprawie, że też go pokochają. I gdzie jest moja mikołajkowa czapka? O! Tak będzie myślało!

Nie, nie uważam, że należy dziecku wmawiać istnienie Mikołaja, kiedy już totalnie w to nie wierzy, bo to, owszem, kłamstwo. Ale tworzenie otoczki, zostawianie śladów butów, zjadanie ciasteczek i wypijanie mleka, wychodzenie z pokoju w czasie Wigilii, by sprawdzić czy idzie Dzieciątko. To jest magia. I ja w tę magię wierzę do dziś.

A za rok przebiorę męża za Mikołaja i nagram film jak przynosi prezenty! A co! Bo wiem, że moje dzieci będą piszczeć z radości! A nic nie jest dla mnie ważniejsze niż ich radość.

Jaka magia towarzyszy Wam w grudniu?

Może Ci się również spodoba