Jak nie zaoszczędziłam 1300zł w ciągu roku

Na początku roku pojawił się wpis 52 tygodnie oszczędzania, miałam ambitny plan by odłożyć tę całkiem sporą sumkę małymi kroczkami. Oczywiście, nie byłabym sobą, gdybym nie nagięła zasad…

Wszystko opierało się na tym, by każdego tygodnia odłożyć taką kwotę jaki tydzień roku wskazuje kalendarz. Można wybrać, czy kwota ma rosnąć czy maleć, więc w pierwszym tygodniu stycznia odkładamy 52 zł albo 1 zł. Wiedziałam jednak, że ani w styczniu, ani tym bardziej w grudniu nie odłożę ponad dwustu złotych, więc odkładałam tyle ile byłam w stanie wykreślając odpowiedni tydzień. Szło mi nawet sprawniej niż według pierwotnego założenia, ale…
No właśnie, piszę tu oficjalnie, że nie udało mi się podołać… 
do maja szło całkiem całkiem, niestety podczas izolacji domu – zaplanowany wydatek, zachciało nam się zrobić taras – wydatek nieplanowany i 800zł wyfrunęło z mojego słoika. Czyli wszystko wyfrunęło… nie poddałam się, bo w końcu miałam jeszcze pół roku, wierzyłam, że jest minimalna szansa na nadrobienie straty… i do września odłożyłam 600zł. Po roku w słoiku miał być nieco ponad 1300zł, gdyby nie taras miałabym we wrześniu 1400 i mogłabym być z siebie dumna…  ale na początku października mąż dorwał okazję na opony i moje 600zł kolejny raz znalazło lepsze zajęcie poza słoikiem. Wtedy się poddałam. Nie było już szans, postanowiłam poszukać innej metody…
Niedługo potem trafiłam na bloga Oszczędnickiej i wpadłam po uszy! Pisze konkretnie, na własnym przykładzie, jest w tym szczera i autentyczna. 
Postanowiłam, idąc za jej przykładem, rozgryźć nasze wydatki. Ja jestem chomikiem – finansowym również, lubię MIEĆ pieniądze, mój mąż z kolei kiedy MA pieniądze to znaczy, że JEST CO WYDAĆ i wydaje. Więc oszczędności raczej nas omijają… 
Mamy oczywiście zaplecze finansowe, ale jest to suma, której nie ruszamy, bo nigdy nie wiadomo co może się wydarzyć. Ale chciałabym mieć takie bieżące oszczędności, kilka groszy odłożone każdego miesiąca, żeby nazbierać na jakiś wyjazd choćby weekendowy, żeby mąż mógł kupić sobie telewizor, a ja piec. Cokolwiek, żeby nie żyć od wypłaty do wypłaty.

Macie ochotę poczytać o moim nowym sposobie kontrolowania wydatków i odkładania chociaż niewielkich sum?

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.