Wiecie, co jest jednym z moich wczesnych wspomnień? Decyzja o pójściu do przedszkola. Moja decyzja. 

Pamiętam, jak mama zawołała mnie do kuchni, gdzie podgrzewała zupę na obiad i zapytała, czy chciałabym chodzić do przedszkola bawić się z innymi dziećmi. Oczywiście, że chciałam! 
Nie było wcale takiej konieczności, bo z moją młodszą siostrą w domu zostawała ciocia i pewnie bez problemu zajmowałaby się i mną nadal, jednak wizja towarzystwa do zabawy była kusząca.
Mama co prawda po latach mi powiedziała, że i tak nie zostałabym w domu, ale ja przez całe życie mam poczucie, że mogłam o sobie decydować.  I chyba decydowałam ciągle, miałam wybór – nawet jeśli niewielki – a potem ponosiłam konsekwencje swoich decyzji. Nawet jeśli konsekwencje były niewielkie. Uważam, że to w dużym stopniu mnie ukształtowało. Mam poczucie, że o sobie decyduję, choć oczywiście mam świadomość z czym się to wiąże. Dlatego tak buntuję się, gdy ktokolwiek cokolwiek próbuje mi narzucić.
Dawno już postanowiłam, że w podobny sposób wychowam swoje dziecko. Nauczę go samodzielności, umiejętności przewidzenia pewnych rzeczy i konsekwencji, ale przede wszystkim zdolności podejmowania decyzji. 
Myślicie, że powinnam poczekać do chwili, gdy dziecko będzie miało naście lat? do momentu pójścia do szkoły? a może do przedszkola? 
Bo ja zaczęłam już dawno. Mój syn od dawna wybiera jaką koszulkę czy spodenki chce założyć, skarpetki ma w najniższej szufladzie i sam co rano wybiera jedną parę. Decyduje jaką chce nosić czapkę i które buty włoży wychodząc na spacer. Jeśli nie zgadzam się z jego wyborem, bo jest nieodpowiedni do pogody, przekonuję go. Zazwyczaj działa.
Mój syn ma dwadzieścia miesięcy. A ja właściwie od początku rozmawiałam z nim, jak z dorosłym, często dalsza i bliższa rodzina oraz znajomi pukali się w czoło słuchając moich wywodów, ale jakoś wcale mnie to nie ruszało. 
Wiecie, dziecko wybiera czy chce banana czy jabłko, po czym w połowie jedzenia chętnie sięgnęłoby po drugi owoc, a ja mu podaję to, co je mówiąc: Chłopie, życie to sztuka wyborów! 
Wiadomo, że krzywdy mu nie robię, żartuję teraz odrobinkę, ale rzeczywiście tak było i wiecie, że mój syn zupełnie świadomie już potrafi określić czego chce i się tego trzymać? 
Koleżanka kiedyś wspomniała, że pozwoliła swojemu dziecku zdecydować, co ubierze, syn miał 8 miesięcy. Otworzyła mu szafę i Młody wyciągnął WSZYSTKIE bluzeczki na podłogę 🙂 
Moje dziecko ma ograniczony wybór – dwie opcje. 
Ze sklepu wychodzi z jedną rzeczą – jeśli w ogóle. I nie ma płaczu. 
Choć podobno przed nami pierwszy okres buntu… zobaczymy.
Powinnam się bać? Zbyt szybko mnie ucieszyły drobne sukcesy?