„Lilka i spółka” Magdalena Witkiewicz

Książki Magdaleny Witkiewicz znam i uwielbiam, wobec tego byłam bardzo ciekawa jak wygląda jej twórczość skierowana do młodszych czytelników… A ponieważ mój syn jest małym książkoholikiem (jupi!) od razu zapragnęliśmy poznać Lilkę!

                   Podobny obraz

Bardzo mi się podoba, że książki są takie kolorowe, intensywne okładki, a przy tym proste rysunki, które od razu zainteresowały moje dziecko. Zawsze, gdy pierwszy raz spotykam się z jakiś wydawnictwem zwracam na to uwagę, jak prezentuje się sama książka. Ale odkąd czytamy z Szymonem oceniam też ilustracje na dwa sposoby, jako matka (czyli dorosły) i oczami syna – a wiadomo, że dzieci mają duże, ale inne wymagania. Wobec tego zacznę właśnie od ilustracji:
Wprowadzenie jest piękne, wszystkie postaci są rozrysowane na pierwszej stronie i podpisane. Dzięki temu mój syn mógł je pooglądać, dorobić sobie do nich historię – bo on jest troszeczkę za mały jeszcze na taką literaturę… więc często równolegle tworzy również swoją wersję książki na podstawie rysunków – dzięki temu oprócz czytania mnóstwo czasu poświęcamy również na rozmowę.

Myślę, że książka skierowana jest powiedzmy dla dzieci sześcioletnich, czyli takich które już psocą, oczywiście myślę, że niektórzy już w wieku lat czterech będą zachwyceni książką, ale i dziesięciolatek znajdzie w niej coś dla siebie. Także całkiem sporo młodych czytelników może po nią sięgnąć i się nie zawiedzie!
W całej książce rysunki są proste, konturowe, nie ma kolorów, ale jest ślicznie… Prostota zawsze zwycięża. 
Wieczory spędzaliśmy z książką i Szymona mocno wciągnęła, tyle tylko, że mój syn uwielbia kończyć wieczorne czytanie na ostatniej stronie, a przy tej pozycji było to niemożliwe. Teoretycznie był układ, że czytamy jeden rozdział, ale zwykle robiły się dwa, czasem trzy albo i cztery… A do tego trzeba doliczyć czas na jego pytania 😉 bo książka jest zabawna, mądra i uczy dzieci pewnych zachowań, a przy tym prowokuje do rozmowy z dzieckiem. Czyli książka idealna. 
Słów kilka o treści…
Lilka, Wiki i Matewka mieli spędzić cudowne wakacje u ciotki Franki, niestety plany pozostaną planami, a lato spędzą u ciotki Jadźki. Ciotka Jadźka stanowczo nie jest ich ulubioną cioteńką. Dzieciaki próbują wykombinować coś by jak najszybciej uciec z Jastarni… a co wykombinowały przeczytajcie sami!
Niewątpliwie wpakują się we wszystkie tarapaty, jakie tylko możecie sobie wyobrazić, a jak już Wasza ograniczona dorosłym życiem wyobraźnia uzna, że więcej kłopotów nie jest w stanie ich dopaść to… gwarantuję, że jeszcze wiele przed tymi dzieciakami!
To świetna historia o rodzeństwie, które kłóci się ze sobą, złości, ale jednak jest zawsze razem w kłopotach. Trzej Muszkieterowie w wersji Kids. 
Pokochał ich mój syn. Ja ich pokochałam. Choć nie ukrywam, modliłam się, żeby mnie nigdy nie dopadły tak energetyczne dzieci w takiej ilości 😉
Jeśli więc macie ochotę na książkę dla dziecka, która porwie je w świat cudownej zabawy, pięknej przyjaźni i zabawnych zdarzeń to nie macie się nad czym zastanawiać… Bierzcie od razu dwa tomy!
Recenzja pojawiła się w ramach akcji zorganizowanej przez Save the Magic Moments #KochaniePrzezCzytanie, o której możecie przeczytać na Jej blogu.

Zapraszam Was do wspólnego czytania z dziećmi!
CZYTASZ DZIECKU???Koniecznie dołącz do mojej kampanii!

Możesz również polubić…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.