Nigdy nie ukrywałam, że makijaż nie jest moją mocną stroną. Ale jak miałby być, skoro właściwie nigdy tego nie robiłam…? Wiecie, taki codzienny makijaż, kiedy używam pudru, korektora, tuszu do rzęs to mi się zdarza, ale jest to raczej niewidoczny efekt – po prostu nie straszę! I do tych podstaw wystarczy mi marka Eveline Cosmetics. I teraz z jej pomocą postanowiłam zrobić krok dalej!

Podkład z Eveline, tusz do rzęs, paleta do konturowania i właściwie tyle. Więcej do szczęścia mi ni potrzeba 😉 A teraz do tej rodziny dołączył eyeliner. Kilka już w swoim życiu miałam, ale jakoś z żadnym się nie polubiłam. Aż do teraz… okazało się, że cieniutka, ale sztywna końcówka sprawia, że nie robię sobie krzywdy! A to już wiele. Jak do tego dodam płyn micelarny, który każdą moją porażkę zmywa szybko i dokładnie to wiecie… usiadłam i zaczęłam próbować.


Mam tę paletę do konturowania, nie mogę Wam pokazać jak wygląda moja, bo już zostały resztki i nie jest to estetyczny widok. Także chyba czas zakupić nowy zestaw. Szczególnie, że uwielbiam ten rozświetlacz stosować na powiekę, tak na co dzień to idealny cień do powiek 😉

Najpierw na dłoni oswajałam się z eyelinerem, żeby sprawdzić jak się zachowuje pod wpływem nacisku, pochylenia i tak dalej. Żeby sobie oka nie wydłubać przy okazji 😉 Okazało się, że najtrudniej jest zrobić dwie takie same kreski. Poprawianie jednej i drugiej na zmianę, żeby efekt był podobny wcale nie było łatwe.



Nie mam zdjęć poszczególnych prób, tylko już całego makijażu. Mojego pierwszego w życiu… Ale i tak jestem dumna jak cholera! Choć wiem, że sporo tam niedociągnięć… Ale spodobało mi się i na pewno to nie jest ostatnia próba… szczególnie, że Eveline ma teraz nową paletę (Ruby Glamour)



A tak wygląda efekt po użyciu płynu micelarnego. W końcu wieczorem nie mam pandy pod oczami, bo zwykle wyglądałam jakby mnie ktoś bił 😀 A tutaj zero problemu, wszystko się zmywa z łatwością i szybciutko. Nie wiedziałam, jak Wam to pokazać, więc postawiłam wieczorem się pobawić w częściowe zmywanie makijażu.

Płyn micelarny radzi sobie genialnie z moim wodoodpornym tuszem i pomadką, którą zmywając zazwyczaj rozmazuję po całej twarzy. Tutaj nie ma tego problemu, nie trzeba też jakoś mocno trzeć, a wszystko pięknie schodzi. Ogromny plus za brak „powłoki”, która zazwyczaj zostaje po płynach micelarnych i okropnie mnie drażni. I tak przemywam potem jeszcze twarz i nakładam krem, ale jednak odczuwam ulgę, że nie ma problemu z nieprzyjemnym ściągnięciem. I zapach, pierwszy raz jest przyjemny! Nie wiem, jak mogłam wcześniej nie sięgnąć po płyn micelarny tej marki, skoro większość ich kosmetyków mnie zadowala! A ja się męczyłam tyle czasu z kosmetykami gorszej jakości…

Macie kosmetyki z Eveline Cosmetics? Jakie jeszcze polecacie?