Mój pierwszy raz! bez dziecka…

Moje dziecko ma prawie 10 miesięcy, do tej pory rozstawaliśmy się na godzinkę, dwie, kiedy ja byłam na zakupach, na rehabilitacji czy u dentysty. Ale zostawić go na dłużej?! o nie! 
Maluch zostawał z moją mamą lub babcią, one zachwycone wnukiem, on zachwycony, że mu więcej wolno. Ja ze spokojnym sumieniem spokojnie mogłam skupić się na tym, co miałam załatwić. 
I wszyscy byli szczęśliwi…
Zanim Maluch się urodził moi teściowie deklarowali pomoc, wsparcie, zachwyt wnukiem, ah niech tylko się urodzi, a oni natychmiast porwą go w ramiona, a ja po nakarmieniu będę mogła gdzieś sobie wyskoczyć. Bo oni z największą przyjemnością zajmą się wnukiem…. Nie żebym ślepo w to wierzyła, ale spodziewałam się, że jedni i drudzy dziadkowie będą konkurować o czas spędzany z Maluchem… 
Maluch się urodził, a ja usłyszałam od teściowej „no, jeszcze trochę a będzie z dziadkiem szalał… w szachy go nauczy grać, w Piotrusia pograją, będą się na dywanie tu bawić”… w szachy?! w piotrusia?! miesięczne dziecko…? hmmm i wtedy do mnie dotarło, że na nich będę mogła liczyć za kilka lat… „jeszcze ze dwa lata i będzie u nas na noc zostawał, a wy na imprezę sobie pójdziecie” rewelacja! za dwa lata przy takiej częstotliwości odwiedzin (jakieś 4 razy w tym chrzciny! a mają jakieś 25km do nas) to za dwa lata on będzie co najwyżej mówił im dzień dobry jak sąsiadom spotykanym na ulicy… 
Moja mama 3 razy w tygodniu po pracy przyjeżdża do wnuka, dzwoni codziennie i gada do niemej słuchawki ciesząc się z każdego „O!” a po teściach ani widu ani słychu… 
I nadszedł ten moment… zostaliśmy zaproszeni na wesele, w sierpniu, w rodzinnym mieście męża. Myśl była jedna – Maluch zostanie u dziadków – wtedy jeszcze się łudziłam, że się zaangażują… Poinformowaliśmy ich o tym z trzymiesięcznym wyprzedzeniem przekonani, że zrozumieją, że dwa dni z dzieckiem to jednak wyzwanie i wcześniej postanowią go ze sobą oswoić. Bo w czerwcu to Mały płakał na widok dziadka (bo jeszcze nie umiał uciekać – teraz już potrafi!)…
Od czerwca dziadkowie nas nie odwiedzili, my byliśmy tam może raz, bo inne terminy im nie odpowiadały. Na początku sierpnia nadszedł czas urlopu teściowej. „Ah, teraz w końcu trochę wolnego, nigdzie nie jedziemy to wpadnę do Was na dwa dni, zajmę się Maluchem, a Ty sobie odpoczniesz… ” super, od razu zaznaczyłam, że na początku jej urlopu, bo potem mam rehabilitację i zabieram ze sobą Malucha. „tak, tak, w poniedziałek przyjadę, albo we wtorek” 
Znacie tę ulgę, kiedy dociera do Was, że obawy były niesłuszne…? Teściowa ciężko pracuje, nie ma sił po pracy, albo przed nią przyjeżdżać do wnuka, ale ma urlop i teraz nadrobi zaległości… i jaka ja okropna byłam, że myślałam, że im nie zależy, że olewają… po prostu nie mieli możliwości… kochają wnuka i skorzystają z każdej okazji by jednak nieco czasu z nim spędzić… Czekałam na ten poniedziałek jak głupia, podekscytowana, że nareszcie syn oswoi się i z drugimi dziadkami…
tak, i to by było na tyle, bo w niedziele rano teściowie wyjechali na urlop. Przez dwa tygodnie raz do mnie zadzwonili. Nie, nie żeby zapytać o wnuka, żeby się pochwalić wakacjami… 
W sobotę jest wesele, a ja panicznie boję się zostawić im dziecko! Obcym ludziom! Ludziom, których moje dziecko się boi i ma prawo się bać! Mąż jest obrażony, wściekły i mamy nowy temat do kłótni – dobrze, zadzwonię do nich i powiem, że nie odwiedzali wnuka, więc za karę nie dostaną go pod opiekę jak my pójdziemy na wesele! Albo najlepiej idź sama a ja zostanę z synem!
Co robić? Co robić?! Wiem, że nie mam wyjścia, ale coś czuję, że umrę na tym weselu… a chciałabym, żeby moje pierwsze od dawna wyjście z mężem było udane. Chciałabym poszaleć na parkiecie, porozmawiać z dorosłymi ludźmi, zjeść jak człowiek w spokoju nie mając oczu dookoła głowy i nie wstając co chwila, żeby pobawić się z dzieckiem między jednym a drugim kęsem…
a jak u Was wyglądało pierwsze dłuższe rozstanie z dzieckiem? Jakieś rady dla spanikowanej matki wariatki? I jak delikatnie zostawić garść uwag i porad teściom, którzy nie chcą słuchać, bo sami wychowali trójkę dzieci…? pomóżcie!

Możesz również polubić…

2 komentarze

  1. Mama notuje pisze:

    Całkowicie rozumiem Twoje obawy bo niedawno miałam podobny problem. Musiałam zostawić zostawić moją roczną córeczkę z moją koleżanką, którą widziała dwa razy w życiu. Bałam się jak mała zareaguje ale nie miałam wyjścia. Okazało sie że moja córka jest dzielna i świetnie sobie radziła. Ale co do teściów to rozumiem Twój żal. W końcu obiecywali a potem Cię wystawili. Ja bym się wkurzyla

  2. Kamila Konrad pisze:

    Jak dla mnie wystarczy odrobina zaufania, 😉 sama nie wydzwaniałam co chwilę do siostry gdy Alek został z nią pierwszy raz na cały dzień, wiedziałam że jak coś będzie się dziać na pewno to ona zadzwoni. Alek miał wtedy 8 miesięcy 😉
    Pozdrawiam
    http://www.kolorowe-usta.blogspot.com

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.