„Stan nie!błogosławiony” Magdalena Majcher

To było moje pierwsze spotkanie z autorką (choć na blogu już zdążyła się pojawić recenzja jej kolejnej książki). Oczywiście bardzo dużo słyszałam wcześniej o autorce, śledziłam jej poczynania w sieci, no ale jakoś z książką nie było nam po drodze. Po prostu nigdy nie rzuciła mi się w oczy, nie wpadła w ręce…

No widocznie nie było nam pisane, jednak kiedy w sierpniu zorganizowałam pierwsze spotkanie Blog Book Meeting razem z Pauliną – Magda była naszym gościem. Wyobraźcie sobie moje zdziwienie, kiedy po prostu złapała mnie na sali i powiedziała, że ma do mnie interes – zaproponowała udział w promocji jej najnowszej książki, która otwierała cykl, czyli „Wszystkie pory uczuć. Jesień”! Wtedy byłam już po lekturze „Stanu nie!błogosławionego”, ale to była jedyna książka Magdy, którą przeczytałam i nie zdążyłam jeszcze napisać recenzji! Jak widzicie mamy listopad i dopiero dziś się pojawia, wobec tego propozycja Magdy połechtała moje ego… 
Ale nie o tej książce chcę dzisiaj pisać… Dzisiaj „Stan nie!błogosławiony”… 
W powieściach Magdy Majcher pojawiają się bardzo trudne tematy, aczkolwiek pisze o nich w bardzo łatwy, prosty i przystępny sposób. To nie są książki ciężkiego kalibru, ale pozostawiają mętlik w głowie i zmuszają do przemyślenia pewnych rzeczy. 
Jak teraz o tym piszę to myślę, że to trochę tak jak Monika Szwaja, której książki były łatwe, lekkie i przyjemne, a mimo to w każdej poruszała jakiś taki bardzo poważny społeczny temat. Nie chcę tu oczywiście mówić, że teraz Magda wskoczyła na jej miejsce, bo nienawidzę porównywać nikogo… ale takie mi się nasunęło skojarzenie. 
„Stan nie!błogosławiony” to w ogóle bardzo trudna książka o tym z czym muszą zmierzyć się kobiety. Nie mówię, że każda, ale wiele z nas albo przez pewien czas żyje w takim zawieszeniu, albo panicznie się tego boi i sama się nakręca.
Prawda jest taka, że ja będąc w ciąży ciągle się bałam, że coś będzie nie tak. Nie żebym miała takie przeczucie, tylko miałam świadomość, że takie rzeczy się zdarzają: że nie będę mogła zajść w ciążę (i tak rzeczywiście było), że potem coś będzie nie tak… Prawda jest taka, że coraz więcej młodych ludzi ma problem z zajściem w ciążę, z utrzymaniem jej, czy nawet z urodzeniem zdrowego dziecka! I tak dzielimy się na dwie grupy: na takich, którzy uważają, że jakoś to będzie i zasadniczo będzie dobrze, oraz takich, którzy się ciągle boją, że coś pójdzie nie tak.
Fajnie, że ktoś o tym napisał, aczkolwiek książka jest naładowana emocjami bardzo silnymi! To na pewno i plus i minus równocześnie, bo książka wzrusza, dla każdej matki będzie trudna, bo nawet jeśli dzieci są całe i zdrowe to jednak zawsze będziemy wracały myślami do tych chwil, kiedy drżałyśmy przed każdymi badaniami. 
Emocje w książce dotyczyły nie tylko nienarodzonego dziecka, ale także relacji bohaterki z mężem, z matką i myślę, że kiedy to wszystko się skumulowało to sytuacja stała się jeszcze większym problemem. Bo przecież wiadomo, że problem, który mamy staje się mniejszy, jeśli mamy szansę się nim z kimś podzielić.
A teraz konkrety! Bohaterka spodziewa się dziecka i podczas badań okazuje się, że może urodzić się chore. Bardzo chore. Dodatkowo nie jest tak, że oni starali się o to dziecko – wręcz przeciwnie, chcieli dać sobie jeszcze trochę czasu tylko dla siebie. No ale tak się złożyło, wystarczyła chwila… Bohaterka oczywiście cieszy się, choć potrzebuje na to odrobiny czasu, w pewnym momencie jest już pewna, że kocha to nienarodzone dziecko. I nagle wiadomość: dziecko może być chore. 
Wiecie, że w życiu trafiamy na różnych lekarzy, zdarzają się tacy, którzy przedstawiają sprawę w bardzo bezosobowy sposób, rzucają statystykami, liczbami, które dla nas są nie do ogarnięcia i  – szczególnie, gdy mają dotyczyć nas i naszego dziecka, naszego przyszłego życia – są po prostu trudne do zrozumienia! Książka opowiada o tym, jak bohaterka podejmuje decyzję czy ciążę usunąć czy urodzić dziecko, próbuje też sobie poradzić ze swoim życiem osobistym. Na szczęście ma wsparcie w babci swego męża i myślę, że ta babcia jest największym skarbem na świecie, który pomaga jej przetrwać to wszystko.
Żeby się dowiedzieć, jak potoczą się losy Poli i jej bliskich musicie sięgnąć po książkę. Przy okazji sięgnijcie po chusteczki, bo bez nich na pewno nie dacie rady, a nie ma nic gorszego niż w najważniejszym momencie biegać po domu w poszukiwaniu chusteczek, a swoją drogę znaczyć łzami… 😉
Kolejna w kolejce książka Magdy to jej debiut – od niego powinnam w ogóle zacząć 😉 ale trudno, cofnę się nieco w czasie… a teraz najbardziej nie mogę się doczekać książki, która pojawi się w styczniu! 
Znacie książki Magdy Majcher? Która jest Waszą ulubioną?

Może Ci się również spodoba