Pamiętam moment, kiedy kupiłam nasz kosz na pranie. Był pusty, pachnący nowością. I od tamtej pory – nigdy więcej nie zobaczyłam jego dna. Robiłam pranie niemal codziennie, a mimo to kosz zawsze był pełny. Wyciągałam pranie, rozwieszałam na suszarce, i… zostawiałam na tydzień. Bo kto by miał czas składać ubrania od razu? Po tygodniu przychodził czas na kolejne pranie, więc zdejmowałam poprzednie – i tak w kółko.
Każda mama, która ma dzieci, doskonale wie, jak wygląda jej codzienność. Prowadzenie domu, ogarnianie pracy, życie rodzinne – wszystko to balansuje na cienkiej granicy chaosu. Ale jest jeden bohater dnia codziennego, który skutecznie podbija tę granicę i sprawia, że wydaje się nie do opanowania. Kosz na pranie.
Przemyślenia o suszarce
Każdej jesieni wracała ta sama rozmowa: „Może kupimy suszarkę elektryczną?”. Mój mąż zawsze był za. Ja – wręcz przeciwnie. Przecież od marca do października suszę pranie na zewnątrz, mamy ogród, a te kilka zimowych miesięcy jakoś przeżyję z suszarkami rozstawionymi w salonie. No i cena… Dobry sprzęt to jednak wydatek, a ja zawsze potrafiłam znaleźć lepsze sposoby na wydanie tych pieniędzy.
Co mnie przekonało?
Po kilku latach oporu coś we mnie pękło. Zobaczyłam promocję i postanowiłam spróbować. Wybrałam największą pojemnościowo pralkę i suszarkę, które idealnie do siebie pasowały – w końcu musiały wyglądać jak komplet. Zmieściły się w naszej przestrzeni, a ja poświęciłam kosz na pranie (który, szczerze mówiąc, bardziej mnie irytował niż pomagał).
Jak zmieniło to moje życie?
Od trzech miesięcy testuję nasz duet pralka-suszarka, i mogę powiedzieć jedno: nigdy więcej bez suszarki!
Po pierwsze, zobaczyłam dno kosza na pranie – coś, co wcześniej wydawało się równie realne, jak życie bez bałaganu w pokoju dzieci.
Po drugie, pranie stało się szybsze i bardziej efektywne. Teraz, kiedy suszarka kończy pracę, daje znać. Biegnę, wyciągam suche ubrania i od razu je składam. Fakt, rodzina jeszcze nie nauczyła się odkładać ich do szafek (to chyba wymaga więcej czasu niż samego nauczenia dzieci mycia zębów), ale przynajmniej góra prania już mnie nie przytłacza.
Wszystko w jeden dzień
Teraz jestem w stanie jednego dnia wyprać i wysuszyć wszystko, co mamy. Nawet jeśli nie zapełnię bębna, to przy czteroosobowej rodzinie i tak zawsze znajdzie się coś do prania. Ubrania dzieci są mniejsze, ale za to jest ich więcej – w końcu brudzą się szybciej niż zdążę powiedzieć „zostaw kałużę”.
Dlaczego czekałam tak długo?
Patrząc z perspektywy czasu, naprawdę nie wiem, dlaczego tak długo zwlekałam z zakupem suszarki. Kosz na pranie przestał być wiecznie pełnym potworem, salon jest wolny od rozwieszonych suszarek, a ja czuję, że mam kontrolę nad tym fragmentem życia, który kiedyś wydawał się nie do ujarzmienia.
Jeśli więc, tak jak ja kiedyś, wahasz się, czy warto – powiem Ci szczerze: warto. Nie tylko dla porządku, ale przede wszystkim dla własnego komfortu psychicznego. Dziękuję sobie za tę decyzję każdego dnia. A Ty? Może właśnie teraz to jest ten moment, żeby powiedzieć: „Dość. Czas na zmiany”.
Matka, żona, przedsiębiorczyni – i wreszcie ktoś, kto ogarnął pranie.
