Najbardziej popularna książka na Insta? „Szeptacz”. Widziałam tę okładkę wszędzie! Oprócz okładki pojawiał się na zdjęciach też motyw grafiki. Wpadało w oko, zapadało w pamięć, kusiło, żeby sprawdzić, czy na serio warto poświęcić czas książce. Miałam wątpliwości, bo duża reklama zwykle próbuje tuszować niedoskonałości książki… w dodatku mój egzemplarz zaginął, więc oczekiwanie było dłuższe. Ale w końcu książka dotarła! A ja nadal nie wiedziałam, czy chcę ja czytać…

Czy warto czytać sprawdzam w wannie. Jak książka jest dobra to z nowego świata wyrywa mnie dobijanie się do drzwi domowników. Woda mi wystygła. Bo zapomniałam, żeby dolewać ciepłą. Dzieci posnęły, mąż znalazł sobie jakiś megaważny sport, a ja czytałam. To chyba jest dobra rekomendacja?

Coraz bardziej podoba mi się opisywanie czasu aktualnego i historii sprzed lat. Do tego problem przedstawiony przez wielu narratorów. Czasem to komplikuje fabułę, ale zwykle jednak dodaje smaczku i jest dodatkową atrakcją. I tu stanowczo jest to plus.

Jake ma 6 lat, jego mama niedawno odeszła i to niestety on znalazł jej ciało. Ojciec, Tom Kennedy, jest sławnym pisarzem i totalnie nie radzi sobie z tą sytuacją. W końcu zapada decyzja o przeprowadzce, to Jake wybiera dom, do którego się przeniosą. Chłopiec jest zamknięty w sobie, a jego koleżanka uczy go rymowanki:

Jeśli drzwi nie zamkniesz w porę, szeptać zacznie ktoś wieczorem…

W nowym miejscu też znają te rymowankę… co więcej Jake pewnego razu ją usłyszy… a już dwadzieścia lat temu to ona poprzedzała porwania dzieci. Wydaje się, że jest już bezpiecznie, bo podejrzany został schwytany i siedzi w więzieniu, jednak znowu giną dzieci…

Tak, trzyma w napięciu. Tak, czytając ma się dreszcze. Tak, musisz po książkę sięgnąć. „Szeptacz” to lektura obowiązkowa!