Tak smakuje miłość

Początkowo zastanawiał mnie tytuł. Ale szybko się wszystko wyjaśniło. Ciekawa też byłam jak tym razem z błędami w książce. Oj, czepiam się tego mocno. Bardzo mocno. Ale – jak zwykle – książka Agaty Przybyłek czyta się sama i daje wiele przyjemności.

Odkąd odkryłam książki Agaty Przybyłek nie przegapiłam żadnej. To o czymś świadczy. Przy tych książkach odpoczywam, są wzruszające, ale zwykle bardzo pozytywne, po długim dniu zawsze dają odetchnąć.

A tym razem dodatkowo świat bohaterów był mi całkiem bliski. Zastanawiam się tylko na ile autorka dała upust swoim prawdziwym uczuciom względem fanów… Ale po kolei!

Bohaterowie

Główną bohaterką jest sławna blogerka kulinarna. Na blogu dzieli się przepisami, nagrywa filmy i gotuje na żywo. Pisze książki i podróżuje po świecie, by zbierać materiały i pomysły na nowe przepisy. Idealne życie. Ale wiadomo, że jak obrazek taki piękny to wystarczy dobrze poszukać by znaleźć rysę. Rysa w postaci teściowej to nie jakiś tam drobiazg… I jeśli narzekasz na swoją teściową to jestem pewna, że takiej atrakcji Ci nie zapewniła nigdy i prawdopodobnie nie zapewni.

Fabuła

Otóż, teściowa postanowiła zostać wróżką i dopóki jej zapędy ograniczały się do posypywania solą pomieszczeń oraz przestawiania mebli było całkiem w porządku. Jednak któregoś dnia w kartach zobaczyła śmierć syna. Powodem śmierci miała być żona, wobec tego synuś dla ratowania swojego życia postanowił się rozwieść. Uczcijmy minutą ciszy tego idiotę…

Bohaterka nieco się załamuje, jednak z czasem wyrusza do domu rodzinnego by odpocząć, przemyśleć sytuację i znaleźć nowy cel w życiu. Przed nią nagrywanie nowych filmów, tym razem gotowanie z gwiazdami. Jedną z gwiazd jest Przemysław Dym, pisarz. Czy rzeczywiście między nimi zaiskrzy, jak mówią ludzie z ich otoczenia? I jaki szalony pomysł na życie ma bohaterka?

***

„Tak smakuje miłość” to książka ciepła, pozytywna i po prostu odpowiednia na długie jesiennie wieczory. Miło tak usiąść z kubkiem kakao pod kocem i poczytać na zakończenie ciężkiego dnia.
Błędów nie odpuszczę, może to moja choroba spowodowała gorszą koncentrację, ale znalazłam TYLKO 15 błędów. Jak na poprzednie książki to naprawdę jest „tylko”. Ale już kolejna, zimowa książka autorki stoi na mojej półce, więc zobaczymy czy to stała poprawa, czy szczęście?