Rzęsy magnetyczne Charlene

rzęsy magnetyczne

O moich rzęsach można powiedzieć jedno… Nie widać ich! Taka mają magiczną moc, że bez tuszu to jakby ich nie było. A i tusz musi być spektakularny… O to też wcale nie tak łatwo niestety.

Nie raz przyszło mi do głowy, żeby je sobie dokleić, nawet zamówiłam kilka par, co z tego, skoro to grozi utratą oka… Niby jak to tam przykleić, żeby równo było a kleju do oka nie napchać? Nie opanowałam tej zdolności niestety!

Przedłużanie i zagęszczanie u kosmetyczki fajna sprawa, ale po pierwsze droga, po drugie trzeba się na jakiś dłuższy czas wyrwać z domu, a jak się ma dwójkę dzieci w tym jedno przy piersi to nie jest to najłatwiejsze. No i nigdy nie zapomnę koleżanki, która te rzęsy zawzięcie gubiła i w efekcie została ze swoimi krótkimi i dosłownie trzema przedłużonymi! Paskudny widok.

Rzęsy magnetyczne Charlene

Rzęsy magnetyczne wydały mi się najlepszym wyjściem. Nie trzeba nic kleić, nie trzeba zbyt wiele czasu. Hop i po sprawie. A ja będę miała rzęsy jak gwiazda!

Wybrałam najbardziej naturalny model ELEGANT LOOK <klik>, do tego plastikowa pęsetę. Bo metalowa wydała mi się zbyt trudna do opanowania. I tu nastąpił mój pierwszy błąd, bo trzeba było najpierw o tych pęsetach poczytać i obejrzeć filmiki. Dziś wydaje mi się, że metalową byłoby łatwiej. Ale może to w myśl zasady, że u sąsiada trawa zawsze jest zieleńsza.

Zamówiłam więc i czekałam z niecierpliwością, a gdy dotarły postanowiłam hop i je założyć. Hop! I… Guzik. Nie jest to taka prosta sprawa jakby się wydawać mogło!

Założyć rzęsy to za pierwszym razem nie lada sztuka, jak w jednym miejscu przylega ładnie to z drugiej odstaje. Więc trzeba zdjąć i na nowo. Kolejna próba wcale nie przynosi lepszych efektów. Dałam sobie czas. Kolejnego dnia podejście następne. Nadal nie było idealnie, ale się udało. Co prawda porzuciłam pęsetę, mocno wytuszowałam własne rzęsy (żeby po bokach łatwiej było złapać je magnesom). Znalazłam też własny sposób „montowania” rzęs, czyli zasłaniam kolejne magnesy i pozwalam się połączyć tylko jednej parze. Dzięki temu mam nad nimi kontrolę, której nie miałam z pęsetą (takie odniosłam wrażenie).

Po kilku dniach doszłam do wprawy. A zmiana naprawdę jest spektakularna! Ja dostrzegam same plusy!

Plusy

  • Zakładanie zajmuje naprawdę chwilę (kiedy już się trochę poćwiczy)
  • Są wielokrotnego użytku
  • Są tanie, bo służą przez kilka miesięcy a cena jest podobna do przedłużania, które daje efekt na trzy tygodnie
  • Mają masywne opakowanie, które pozwala wrzucić je do torebki i w każdej chwili założyć, nawet gdy jesteśmy spóźnione
  • Nie potrzebujesz kleju, kosmetyczki, jedynie lusterko (które jest w opakowaniu!)
  • Nie są ciężkie, nie przeszkadzają, jedynie nagle masz rzęsy jak z reklamy i do tego trzeba się przyzwyczaić (tzn. odkleić w końcu od lustra, w którym podziwiasz swój nowy look)

***

Dziś nie wyobrażam sobie wielkiego wyjścia bez rzęs magnetycznych! Mały przyjaciel ukryty w kosmetyczce, czy nawet w torebce i zakładany w samochodzie zanim wysiądę. Nawet mi się udało je okiełznać, więc każdemu się uda! Słowo!

A ponieważ, kiedy pokazałam Wam rzęsy na Instastory wysłaliście do mnie mnóstwo wiadomości o nie postanowiłam napisać do firmy i tak oto…. Mam dla Was kod rabatowy!

15% na hasło TWOJE15

Używacie rzęs magnetycznych? A może wolicie klejone? Czy po prostu profesjonalistka zajmuje się nimi w Waszym imieniu?

Może Ci się również spodoba