„Alec” i „Keela” – L.A. Casey
Grzechu wart „Alec” i humorzasta „Keela” czyli 2 i 2,5 tom Braci Slater. A jeszcze seria się nie kończy, więc nie mogę się doczekać, co będzie w kolejnych tomach… Czytaliście już poprzednie części?
Grzechu wart „Alec” i humorzasta „Keela” czyli 2 i 2,5 tom Braci Slater. A jeszcze seria się nie kończy, więc nie mogę się doczekać, co będzie w kolejnych tomach… Czytaliście już poprzednie części?
Zdarza Wam się, że czytacie papierową wersję książki, a potem, gdy lepszy wydaje się Wam czytnik przerzucacie się na wersję elektroniczną? To taka książka. Z tym, że na okładce nie ma informacji +18, a w Legimi już się pojawia takie ostrzeżenie… 😉 spotkaliście się z czymś takim wcześniej? Ja nie!
Artystyczne dusze, które połączył przypadek – tak można opisać bohaterów książki Ewy Cielesz. Mam nadzieję, że jesteście jej ciekawi… Ewka ją przeczytała i zaprasza Was na kilka słów o treści oraz bohaterach.
Bardzo niegrzeczny królewski romans, czyli „Kochanka księcia”. Jedno przypadkowe spotkanie, jeden zaskakujący pocałunek i jedno zdjęcie, które sprawia, że machina ruszyła. Tak zaczyna się „Kochanka księcia”. A później jest tak, że rumieniec nie schodzi z policzków.
Kolejny raz to Ewa namawia Was (i mnie) do sięgnięcia po książkę, tym razem to „Wróć do Triory” Jolanty Kosowskiej. Ja jeszcze nie znam tej autorki, a Wy? Ale właśnie dlatego jestem ciekawa poniższej recenzji…
Kolejny raz w tym tygodniu Ewa zapraszam Was do zapoznania się z książką. Jestem ciekawa, czy spotkaliście się już z tym tytułem… i czy Wasze wrażenia okażą się takie same jak Ewy…?
Ja wiem, że na Poligonie najbardziej popularna zasada to „Czytam, bo polskie”. I też ją wyznają, ale… Ale czasami trafia się taka pozycja, że piszę do Kaśki, że musi, no po prostu musi ją przeczytać! A że kilka książek poleciłam i Wam to i o tej Wam coś powiem.
Cykl Małe tęsknoty zaczął się od „Marzeń Kaliny”. Wywołał u mnie wiele myśli, pozostawił w sercu pustkę. Czekałam niecierpliwie na drugą część, czyli „Pragnienia Elżbiety”. I w końcu doczekałam się!
Książka „Niebo na własność” już z opisu sugeruje nam, żeby czytając mieć pod ręką chusteczki. Miałam. Nawet po nie sięgnęłam, ale chyba można spodziewać się smutku czytając o chorobie małego dziecka. Mnie wzruszały chyba inne momenty niż większość czytelników.
Powiem krótko – autorka trzyma poziom. Wszystkie jej książki mogę polecać z ręką na sercu. „Jak powietrze” wyryło w moim sercu ślad, a i „Pierwszy raz” zajmuje miejsce obok niego… Niby banalna historia – on, ona, niespełniona miłość. Nic bardziej mylnego!
End of content
End of content
Brak produktów w koszyku.