Hanna Greń

Na książkę Hanny Greń czekałam z niecierpliwością, zresztą na pewno nie ja jedyna. Ale to nie powinno nikogo dziwić, bo jej książki naprawdę są rewelacyjne. Jeśli więc nie znacie jeszcze twórczości Greń to już 29 stycznia premiera książki „Wioska kłamców” – to nowy cykl, więc śmiało sięgajcie!

    

Trzy strzygi…

Do Strzygomia nikt nie chce trafić. Dlaczego? Całe miasteczko wywodzi się od trzech przeklętych strzyg. Wszystkie jej potomkinie (bo chłopcy się tam nie rodzą) za mężów mają margines społeczny. To tam osiadają mężczyźni z wyrokami, byli więźniowie, no nieciekawy element. Pierwsza myśl czytelników też nie jest pewnie najlepsza po takim wstępie. Dodam jeszcze, że został tam zamordowany komendant policji. Można by powiedzieć: „nic dziwnego”… dwóch mężczyzn zostało skazanych i sprawa mogłaby się zakończyć, ale…

…ale pojawia się Dioniza (wiwat dziwaczne imiona!), której coś nie pasuje w tej układance. Diona jest byłą policjantką i początkowo trudno wyczuć, dlaczego zrezygnowała z pracy w policji. Nie dowiadujemy się niczego konkretnego, natomiast okazuje się, że jej ojciec został zamordowany. Nie utrzymywała z nim co prawda bliskich kontaktów, nie wychowywał jej, a nawet była przekonana, że się jej wstydzi. Ale był komendantem policji. Tak, tym zamordowanym.

Fabuła

A teraz już szybciutko… Diona wyrusza do Strzygomia, zatrzymuje się u Mirabelki – czyli teściowej jednego ze skazanych za morderstwo mężczyzn – która zostaje jej „ciocią”. Zanim jeszcze dociera na miejsce poznaje przystojnego Leszka i jego żonę-furiatkę, a także całkiem miłego policjanta – tylko czy można mu zaufać? Mieszkańcy by chronić się wzajemnie kłamią. To nie ułatwia rozwiązania zagadki, a Diona nie może zdradzić, że jest córką zamordowanego. Kogo szantażuje Justyna? Kto zeznawał przeciwko skazanym mężczyznom? Czy Świniarz pozbył się sąsiadów by taniej kupić ziemię? I kim jest Mysza?

***

Czytałam egzemplarz przedpremierowy, a więc jeszcze przed korektą. Zwykle wtedy nie oceniam samego tekstu, bo jest surowy, ale tutaj nie trafiłam nawet na żadną literówkę! Minus jest tyko jeden, no może dwa… po pierwsze to tylko 300 stron, czyli raczej niewiele. Po drugie, na kolejny tom trzeba czekać kilka miesięcy. Fatalnie.

Czytanie przy dwójce dzieci to wcale nie taka prosta sprawa, ale ostatnie 250 stron przeczytałam w jedno popołudnie. Niech to będzie dla Was ostateczny argument. Po prostu nie można się oderwać!