„Zielony karp i okolica” Witold Ignacy Kiejrys

Zupełnie inaczej czyta się książkę kogoś, kogo zna się całkiem dobrze. No, może beczki soli nie zjedliśmy, nie widujemy się raz w tygodniu, ba! prawie wcale się nie widujemy, a jednak znamy się już jakieś… 10 lat 😉 i co z tego, że różnica wieku to ekhm ekhm lat 😉 no dużo… 

                 

Czułam się jakbym siedziała przy kawie i ciastku, a Witek opowiadałby mi te wszystkie historie, oczywiście w ten swój poetycki sposób. Cudowne uczucie. Bo tak właśnie jest, szczerze, a jednak bardzo pięknie, naprawdę genialne obrazy namalowane słowem. Podziwiam ten talent! 
Książka jest podzielona na rozmowy i to dla mnie ogromny plus. Lubię czytać powoli, stopniować sobie, aplikować dawki, które autor sam wyznaczył. W tym przypadku bardzo nie chciałam się z książką rozstawać, dlatego po każdej rozmowie robiłam sobie odrobinę przerwy na przemyślenia. To chyba jedyna książka, której nie wrzucałam do torby by poczytać w autobusie, czy w gdzieś w kolejkach. Nie, czytałam przy kawie, gdy miałam spokój lub przed snem, kiedy nikt mi nie przeszkadzał i byłam tylko ja i ta książka.
To książka o poszukiwaniu siebie, właściwie siebie w samym sobie. Ale to wcale nie jest tak, że autor szuka, a nas to nie dotyczy, bo czytelnik mu w tym towarzyszy raczej aktywnie… Ja w każdym razie wiele razy odrywałam się od książki by dać się porwać przemyśleniom. Autor zmusza nas do refleksji, do wyciągania wspomnień z zakamarków pamięci. Tak, bo myślę, że Autor właśnie układa swoje wspomnienia, porządkuje, analizuje i próbuje znaleźć wyjaśnienie dla pewnych wydarzeń, logicznie je wyjaśnić znajdując ich zarodek… 
Wzruszająca jest postać ojca, której tak bardzo w życiu mu brakowało, za którym tęsknił… wprowadzenia Taty do tej historii jest równocześnie nieco magiczne, jak i trochę dziwne, ale myślę, że dziwne w pozytywnym sensie. Nadaje książce zupełnie nowego charakteru… 
Ciągle zastanawiam się do jakiej kategorii przypisać tę książkę i nic mi do głowy nie przychodzi, przez to też trudno jednoznacznie określić komu książkę bym poleciła… ale wierzę, że każdy znajdzie w niej coś dla siebie.
No dobra, przyznam, okładka mnie nie zachwyca, ale to wynika tylko z tego, że jako czytelnicy jesteśmy przyzwyczajeni do mocno kolorowych okładek, które przyciągają wzrok z daleka albo przeciwnie – do białych i minimalistycznych. Jednak bez dwóch zdań, to jest okładka idealna do tej książki – prosta i nieco tajemnicza, nic nie zdradza na dzień dobry za to zachęca by się zanurzyć w tej historii…
Zapraszam Was serdecznie do czytania…
A jeśli macie ochotę to proponuję Book Tour 🙂 

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *