„Życie pechowej emigrantki” Martyna Flemming

Są książki lepsze i gorsze. Bywa też, że czytelnik jest gorszy. Ja byłam chyba kiepskim czytelnikiem… może Ty okażesz się lepszym odbiorcą tej książki?

Cóż, rzadko mi się to zdarza, no dobra, nie zdarza mi się, ale po prostu nie podołałam. Zaczęłam czytać książkę i nie skończyłam. Przepraszam. 
Podchodziłam do niej kilka razy, ale po prostu nie dałam rady…
jednak myślę, że nie ma sensu kierować się moją opinią, bo w końcu każdy lubi coś innego, więc czytajcie dalej…
Patrząc na okładkę nie mogłam sobie tej książki darować, ale spodziewałam się, że będzie pełna smaczków, zabawnych historii, anegdot i ogólnie będę płakać ze śmiechu… 
ze śmiechu nie płakałam… kilka razy się wzruszyłam, to fakt. 
Ale jednak życie bohaterki mnie nie wciągnęło, prawdopodobnie poddałam się przed najbardziej wzruszającą częścią… bo książka dzieli się na trzy części. A każda z części na osobne, krótkie historie. 
No, ale niestety, nie wciągnęłam się aż tak bardzo w perypetie bohaterki, owszem, jej życie było pełne przygód, zdarzeń, wybojów i czarnych otchłani… może zbyt pełne!?
Przyszedł chyba taki moment, kiedy zrobiło się zbyt przytłaczająco… ale może jestem ignorantką, bo moje przygody zagraniczne i z obcokrajowcami są raczej… no, nie ma ich, albo jest niewiele. Pewnie dla kogoś, kto rozumie ich mentalność, zwyczaje, albo bardzo chce je poznać byłoby to ciekawsze. 
Wiecie, książka ma naprawdę mnóstwo niezłych recenzji – sięgnijcie po nie. Ja na pewno, jeśli będę miała okazję, sięgnę po tę książkę jeszcze raz. Bo ciągle przykro mi, że jednak się nie polubiłyśmy…
A może po prostu liczyłam na zbyt wiele…? 🙁

Book Tour zorganizowała Ola z bloga Aleksandrowe Myśli – dziękuję i przepraszam, że nie okazałam się wartościowym czytelnikiem 🙁

Możesz również polubić…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.