Kiedy Szymon był mały nie miałam piekarnika, i jak to zwykle bywa najatrakcyjniejsze wydawały mi się potrawy, które należało upiec. Nauczyłam się więc robić ciasta na zimno, zapiekanki w garnku i ogólnie kombinować. Gdy nadszedł czas rozszerzania diety znowu miałam problem. A wtedy odkryłam gdzieś u babci w notesie przepis, który nieco zmodyfikowałam. Babci przepiśniki są niezwykle cenne, pełne wklejonych kartek, wycinków z gazet, mnóstwa zapisków na marginesach, więc nie umiem powiedzieć kto jest autorem przepisu. Zresztą jest tak prosty, że pewnie każdy go zna, a ja się zachwycam jakbym odkryła nowy ląd!

Placuszki biszkoptowe robi się raz dwa, na patelni, potrzeba zaledwie kilku składników. Idealne dla malucha, który taki placuszek złapie do rączki. U nas sprawdziły się, gdy uczyłam dzieci jedzenia samodzielnie.

przepis  na placuszki biszkoptowe

Jak zrobić placuszki?

1 białko ubijamy z odrobiną soli (naprawdę odrobiną! Bo ja zawsze dam za dużo!). Potem dodajemy pół łyżki cukru pudru – pewnie można i więcej, ale tyle to aż nadto. 1 żółtko mieszamy z 1 łyżką mleka i wlewamy do białka oraz dodajemy 1 łyżkę mąki. Mieszamy. Łyżką wylewamy na rozgrzaną patelnie (ja używam takiej do naleśników i nie dodaje tłuszczu).

Proste. Szybkie. Smaczne. Ulubione placuszki moich dzieci. I takie przepisy to ja lubię.

Aha, proponuję te składniki przemnożyć razy co najmniej 3. Z trzech jajek udało mi się zrobić tyle, że pięciolatek i niespełna roczne dziecko pojadło. Dla mnie nawet okruchy nie zostały.