W zeszłym roku Szymon po raz pierwszy poszedł do przedszkola, ja już na ostatnich nogach czekałam na poród, więc wszystko, co ważne załatwiał mąż. Tak, to on poszedł na zebranie, to on zdecydował w jakich zajęciach będzie uczestniczył nasz syn i to on uznał, że ubezpieczenie w przedszkolu nie jest potrzebne. Wam też jeży się włos na głowie? Słusznie.

Oczywiście nie chodziło o to, że ubezpieczenie nie jest mu potrzebne. Mąż postanowił ubezpieczyć go samodzielnie. No i super. Super byłoby gdyby nie to, że rzeczywistość nieco nas przytłoczyła… Mój mąż nie ogarnął, że ubezpieczenie zdrowotne i ubezpieczenie NNW to dwie różne sprawy. Przy tym sam zmieniał pracę, ja biegałam po lekarzach, spraw pilnych było mnóstwo… Naznosił do domu dokumentów i w końcu sam nie wiedział, co załatwił. A ja cały rok drżałam, bo nie wiedziałam, jak ubezpieczone jest moje dziecko…

Pewnie chwytacie się teraz za głowy, i wcale mnie to nie dziwi. Szymon był ubezpieczony, spokojnie. Rozwieję te wątpliwości, ale mimo wszystko niepotrzebne były nerwy, bo wystarczyło podpisać papier w przedszkolu, wpłacić pieniążki i niczym się nie przejmować. Proste nie? Mogłam też zdjąć ten obowiązek z ramion męża i wszystko załatwić online!

Szczególnie teraz, gdy opcji ubezpieczenia mamy do wyboru całe mnóstwo! Już od 50 zł za rok możemy spać spokojnie. W dodatku wszystko można załatwić online, w kilka minut, a dziecko jest „chronione” 24 godziny na dobę, siedem dni w tygodniu. Co ciekawe, w tej chwili ubezpieczenie może być „szyte na miarę”, bo każde dziecko jest inne i ma inne potrzeby. Pamiętajmy, że dzieciaki mają różne pomysły, czasem nie jesteśmy w stanie im zapobiec, ale możemy je ubezpieczyć!

Kupujemy wypasione plecaki, kolorowe zeszyty, worki na tenisówki, ubieramy dziecko zgodnie z trendami, ale to wszystko może okazać się mało ważne… Wystarczy sekunda, chwila nieuwagi, nieostrożności, jakiś idiota na drodze, albo po prostu nieszczęście i wyprawka może wylądować w kącie. Najważniejszym elementem wyprawki niech będzie ubezpieczenie dziecka, to ma być punktem pierwszym! Nie kosztuje nas wiele, ani pieniędzy, ani czasu, a może okazać się wyjątkowo ważne.

Mówię to ja, osoba po wypadku, która od wielu lat jest pod opieką rehabilitanta. Gdyby nie ubezpieczenie na pewno byłoby mi o wiele trudniej wrócić do zdrowia… a wystarczy się potknąć, złamać rękę lub nogę i nieszczęście gotowe. Mniejsze jest to nieszczęście, gdy stać nas na natychmiastową rehabilitację.