„Ladies man” Katy Evans

Z książkami Katy Evans jest tak, że kończą się zbyt szybko – to właściwie ich największy, ale równocześnie jedyny minus. Jednak zawsze chętnie po nie sięgam, bo wiem, że spędzę z nimi dobrze wieczór.

Uwielbiam ten moment oderwania się od rzeczywistości by dać się porwać bogatym i przystojnym bohaterom książek. I wiem, że to taka bajka o Kopciuszku, która ma niewielkie szanse w naszych realiach, ale takie bajki są nam szalenie potrzebne. Wiecie, takie poczucie, że niby niemożliwe, ale może jednak…
Rachel i Saint są w podróży poślubnej, ale na posterunku pozostali ich przyjaciele. Tym razem Regina jest główną bohaterką. A skoro Gina to i Tahoe. Zwierzak nie mężczyzna 😉 a jednak gdy poznajemy go bliżej to jakoś tak… staje się bardziej ludzki.
Choć oczywiście przez jego łóżko (i nie tylko…) przewijają się stada kobiet.
Zaczyna się od wielkiej akcji, czyli imprezy urodzinowej Tahoe. Gina ma dla niego wyjątkowy prezent – siebie. Cóż, Tahoe nie przyjmuje prezentu, przez co niejako wpędza ją w ramiona Trenta.
A Trent korzysta z okazji,  i choć osobiście nie zapałałam do niego sympatią (Tahoe też!) to jednak tworzą z Giną związek.
Dzieje się dużo 😉 ale jak zwykle jest to książka, którą czyta się przyjemnie i bardzo szybko.

Gwarantuję Wam, że nie spodziewacie się, jak potoczą się ich losy… z kim zamieszka Gina, gdzie będzie pracować i jako kto, ani co zobaczy pod pewnym prysznicem. Nie zgadniecie też, co ukrywa Tahoe i jak może się przez to zmienić Wasza opinia o nim. 

Książka pełna emocji, uczuć, seksu, ale czy nie tego właśnie szukamy w książkach Katy Evans? Właśnie tego!

Możesz również polubić…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.