Moje papierowe próby trwają… wkręcam się coraz bardziej i… wiecie, z tego boxa jestem zadowolona…. chyba pierwszy raz!
Myślę, że jestem tym typem, który nie wierzy w pochwały, choć jest na nie łasy… i, przede wszystkim, zwykle jestem z siebie niezadowolona. Słyszę taki szept, że mogłam się postarać bardziej… zawsze bardziej!
Otóż nie! Tym razem jestem z siebie zadowolona. Ruda Ewka też jest zadowolona… i wierzę, że Młoda Para również się ucieszy!
Ptaszki miały być charakterystyczne… rozpoznajecie?
Muszę przyznać, że chyba najtrudniejsze było dla mnie właśnie namalowanie tych ptaszków… dałam radę?
Ciągle jestem tymi boxami zachwycona… bo co to za radocha dać komuś kartkę kupioną w kwiaciarni, którą może kupić jakaś ciotka… w sensie, że będą dwie takie same 😛
Tutaj nie ma szans na bliźniacze 😀
„Miłość po sąsiedzku” opowiada historię dwóch osób, które… uległy czarowi chwili i pewnej nocy miały „swój moment”. Asher „Duch” i Natalie spędzili ze sobą namiętne chwile po czym uznali, że to nie dla nich. Choć każde z nich w tajemnicy wspominało te namiętne chwile jako najlepsze w swoim życiu…
Zacznę może od tego, że moje pierwsze spotkanie z Jackiem przypadkiem było dość oschłe. Nie zapałałam do niego gorącym uczuciem, a właściwie może i zapałałam, ale wściekłością, że on niby taki mądry, rozgryza każdego w mig! I ta wściekłość że dla mnie te zagadki nie są takie proste napędzała mnie do czytania kolejnych części… Właśnie…
Obiecuję, że to już ostatnie spóźnienie… Dziś podrzucam listę recenzji i zwycięzców sierpnia. Niedługo wrzucę punktację – prawdopodobnie w niedzielę. Ale muszę przyznać, że jest coraz gorzej – coraz mniej osób, coraz mniej książek… Proszę Was… chociaż te dwa tysiące do grudnia, damy radę? Kasia T-J/ Wielbicielka książek „Ona” Monika Gomółka http://wielbicielka-ksiazek… „Bilet do szczęścia” Beata Majewska…
Biorąc pod uwagę fakt, że w dzieciństwie stado słoni przespacerowało się po moich uszach, zrozumiałe będzie, że zazdroszczę każdemu, kto rozróżnia dźwięki i potrafi się poruszać w rytmie muzyki. Nie, nigdy nie byłam na imprezie w klubie. No ok, byłam dwa razy. Raz wypiłam piwo i wyszłam. A za drugim razem zajęło mi trochę więcej…
Znacie jakiegoś drwala? Ja nie znam. Wyobrażam sobie jednak, że to facet wielki jak dąb, mocno zarośnięty, z długą brodą i przydługimi włosami. Oczywiście w kraciastej koszuli! Przystojny w swojej dzikości, ale jednak budzący strach drwal.
Po raz ósmy witam Was w moich skromnych progach! Szalenie miło Was gościć kolejny raz.Zabawa potrwa do poniedziałku, jak się bawić to się bawić! Zapraszam Was serdecznie do zostawiania linków, ale również do zaglądania na inne blogi. Znów czeka mnie podróż po zakamarkach wirtualnego świata i odkrywanie cudownych miejsc – sprawia mi to ogromną radość! Jeśli…