Czy bloger książkowy może/powinien zarabiać na blogu?

Wzięłam kiedyś udział w panelu dyskusyjnym odbywającym się podczas Śląskich Targów Książki na temat tego, czy blogerzy książkowi mogą zarabiać na blogu. Zupełnie niedawno na Blog Book Meeting rozmawialiśmy o zarabianiu, ale w kategorii JAK?, a nie CZY? I doszłam do wniosku, że to temat poruszany już tysiące razy, a jakoś ciągle do żadnych konkretów nikt nie doszedł…

Na Śląskich Targach Książki kolejnego dnia odbyła się kolejna debata, tym razem z Wydawcami, możecie o niej poczytać <tutaj>

Po pierwsze

Ciągle spotykam się z całą masą różnych wymagań wydawnictw, często mnie zaskakują informacje od blogerów umieszczanych w sieci. Trochę jakby ludzie „sprzedawali” tam bzdury by zniechęcić konkurencję… Naprawdę trudno mi uwierzyć, że wydawnictwo mogłoby kazać się zobowiązać blogerowi do napisania pozytywnej opinii. W dodatku na piśmie! No jakoś w głowie mi się to nie mieści… Szczególnie, że negatywne opinie o książce często „robią lepszą reklamę” danej pozycji niż kilka pozytywnych recenzji. Serio!

Po drugie

Blogi wyrastają jak grzyby po deszczu, więc działa to chyba tak, że czujemy oddech rywala na karku. Zrobimy więc wszystko, by tylko zdobyć książkę od wydawcy! Bo jak ja nie wezmę to ktoś inny dostanie! Ale jeśli sami nie docenimy siebie to czy doceni nas ktoś inny? Wątpię.
Rozumiem, książkę chcemy przeczytać, wobec tego napisanie recenzji to już tylko drobiazg. Ale jeśli do tego dodamy zrobienie zdjęcia, nakręcenie Instastory, filmiku, promocja na swoim fanpage’u i w grupach. A może także na Instagramie plus recenzje na stronach księgarni internetowych no to darujcie! A gdzie czas na życie…? I to wszystko za książkę, która na okładce ma 39.90 zł, ale można ją spokojnie „upolować” za  20 zł w księgarni internetowej. Natomiast nasz przeczytany egzemplarz jest warty jakieś 10 zł – o ile uda się go sprzedać. Czyli najnormalniej w świecie, za 10 zł jesteśmy w stanie PRACOWAĆ przez kilka godzin! Nie wliczając w to czytania książki.

Czy przestaniemy być obiektywni?

Pojawiają się burze w sytuacji, gdy do książki wydawnictwo dorzuca jakieś drobiazgi, takie jak świeczki albo czekoladki, bo to ŁAPÓWKA! To jak się pojawią pieniądze to już w ogóle byłby cyrk… No ale jak ktoś się za pralinkę „sprzeda” i zachwyci się książką, która jest gniotem to nie wróżę mu przyszłości zbyt świetlanej… Natomiast należy podkreślić, że jeśli nawet mówimy o pieniądzach to nie za POZYTYWNĄ recenzję, a za POŚWIĘCONY CZAS, za szybszy termin, za dodatkowe działania!

Moje działania

I to, co dla mnie najważniejsze… Gdybym pisała recenzje dla przyjemności, wtedy kiedy chcę, bez terminów i nie robiła nic poza tym to ok. Ale w sytuacji, gdy oprócz recenzji, publikuję filmiki na Instastory, wrzucam zdjęcia na Instagram i FB, promuję książkę w różnych miejscach… W sytuacji, gdy organizuję spotkania autorskie, prowadzę rozmowy z autorami, współtworzę grupę na FB, gdzie umożliwiamy autorom dotarcie do nowych czytelników… Dodatkowo wyłapuję błędy w teście i podsuwam uwagi wydawcy, by w razie dodruku miał szansę poprawić to, co komuś umknęło (komuś, kto wziął za to pieniądze!). W momencie gdy organizuję konkursy oraz Book Toury… No to wybaczcie, ale to już praca na (co najmniej) pół etatu!

Koszty

Nie czarujmy się, wydawnictwa płacą agencjom, ale również blogerom i tym działającym na Instagramie oraz Youtubie. Taka jest prawda… Wydawnictwa stać na przeróżne akcje promocyjne… Może więc należy pokazać ile jesteśmy w stanie zdziałać, jeśli to w nas-blogerów się zainwestuje?

Zastanówmy się, skoro księgarnie internetowe mogą książkę sprzedawać za połowę ceny i jeszcze na tym zarabiać!!! To cena książek mogłaby być niższa – a przecież autor kokosów na tym nie zarabia! Wydawca pewnie też nie, ale może wystarczyłoby kupować książkę bezpośrednio u wydawcy by te koszty były nieco niższe?

Wierzę, że doczekam momentu, gdy bloger książkowy będzie zarabiał  na tym, co robi. Dokładnie tak jak YouTube’rzy, ale także jak blogerzy kosmetyczni, lifestyle’owi i inni. Skoro oni mogą to może i my się doczekamy! Mam ogromną nadzieję, bo przykro byłby mi zwijać manatki z blogosfery… 

Zajrzyj również tutaj: Instagram – 10 subiektywnych rad dla początkujących.

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *