porządki

Jestem typem chomika i okropnej bałaganiary. Mój mąż jest raczej pedantem. Cud, że się nie pozabijaliśmy jeszcze. Choć talerze czasem latają! A wtedy ja bym je sklejała i płakała nad nimi, a mój mąż się cieszy, że jedna rzecz w domu mniej. Ale wcale nie jest tak, że mnie ten ogrom rzeczy cieszy… Wolałabym naprawdę mieć mniej i bardziej świadomie. I w 2020 roku z tym walczę i biorę się za porządki! A Ty?

No dobra, walczę z tym każdego roku, niekoniecznie w styczniu. Po prostu mam zrywy i zabieram się ostro do selekcji. Zwykle szybko mi mija. Nie dlatego, że zmieniam zdanie, tylko po prostu na efekty trzeba długo czekać, a tego nie lubię. Albo nie znalazłam dobrego sposobu, albo jestem kiepska w te klocki. Uparcie będę twierdzić, że problemem jest sposób…

Literatura fachowa

Przeczytałam całe mnóstwo fachowej literatury i… nic. Wywalanie wszystkiego z szafy? Zanim dobrnę do połowy jestem wykończona. W dodatku zawsze towarzyszy mi dwójka dzieci, więc porządki są utrudnione. Że już o metodzie Marie Kondo nie wspomnę, bo musiałabym wyjąć wszystko ze wszystkich szafek! Koszmar!
Także jestem specjalistką od teorii, w praktyce: dno i metr mułu! O sprzątaniu, ogarnianiu, organizacji, motywacji mogłabym uczyć innych, ale nie umiałabym pokazać jak to zrobić.

#1000rzeczymniejw2020, czyli porządki!

Dziś mam na swoim koncie kilka sukcesów, więc się nimi z Wami podzielę! Przede wszystkim odkryłam na Instagramie profil @rozsądny_minimalizm i to wyzwanie. Tysiąc to dużo, ale nawet jeśli uda się tylko połowę to będzie duży sukces! Z jej profilu trafiam codziennie na nowe minimalistyczne konta, bo organizatorka akcji udostępnia postępy wszystkich uczestników. I choć nie planuję pokazywania wyrzucanych rzeczy to od czasu do czasu wrzucam swoje podsumowanie.

Co mnie motywuje do działania?

Z motywacją u bałaganiarzy jest tak sobie… Niby się pojawia, ale widząc ten bałagan szybko ucieka gdzie pieprz rośnie. Co zrobić, by nie uciekła zbyt szybko?

Szybki efekt

Z tym efektem jest najgorzej. Nie da się pstryknąć palcami i już. A często mamy tak, że chcemy dużo i szybko. Zaczynam więc od miejsc, gdzie wywalę sporo bez sentymentów. A więc najpierw paragony z portfela, karteluszki z torebki, apteczka i wywalanie przeterminowanych leków (do specjalnych punktów w aptekach!), a potem przyprawy – tam też pewnie znajdzie się coś po terminie. Kolejny pomysł to denkowanie kosmetyków.
Ja na luzie w ten sposób wywaliłam 100 przedmiotów! Takie porządki to ja rozumiem…

Małe kroki

Są rzeczy, których wyrzucić szkoda, ale sami ich nie chcemy. Warto wystawić na sprzedaż – po 3, 5, 10 sztuk dziennie. Robię sobie zdjęcia w wolnej chwili, a potem karmiąc dziecko wystawiam na sprzedaż na OLX albo na grupach na FB.
Tak samo porządki: nie cała łazienka, wielka szafa. Wystarczy jedna półka, jedno pudełko albo szuflada. Serio!

Mniej to więcej niż nic

Wydaje Ci się, że wywalenie starych paragonów to tyle co nic? No właśnie! Właściwie nic nie robisz, ale kolejny punkt do odhaczenia na liście.
Jeśli na Twojej liście są punkty: posprzątać łazienkę, posprzątać w kuchni i ogarnąć sypialnię to… no nie uda Ci się! Bo właściwie co zamierzasz tam zrobić?
Wywal te paragony, a jak na fali entuzjazmu zerkniesz też do szafki z butami to tylko lepiej!

Chwalenie się innym

Mów o tym. Nie tylko, że masz zamiar sprzątać/planować itd., ale też o tym, że Ci się udało. Ze zaplanowałaś na tydzień posiłki, że wywaliłaś za małe ubrania, albo oddałaś do przedszkola zabawki, z których dzieci wyrosły. Mów głośno o postępach. Jeśli nie masz wsparcia w rodzinie to znajdź sobie kogoś w sieci, nawet po prostu osobę, która gdzieś się chwali swoim sukcesem – napisz, że gratulujesz i że u Ciebie porządki też powoli idą do przodu!

Wsparcie

Po to są te wszystkie wyzwania i grupy. Bo nawet obcy ludzie okażą się wsparciem. Ala, która sprzedała stos puzzli i gier i pęka z dumy, albo Gosia, która oddała siostrze zestawy biżuterii kupione spontanicznie, choć zupełnie nie w jej stylu. Gdy widzisz, że inni robią małe kroczki to i Tobie łatwiej iść naprzód!

Świnka skarbonka

Moim zdaniem to największy atut tej zabawy. Wystawianie przedmiotów wydawało mi się głupie – trzeba zrobić zdjęcia, dodać, zrobić opis, potem odpowiadać na różne pytania, a nie wiadomo, czy ktoś to kupi… no i wycenić trzeba dobrze – żeby nie za drogo, ale też nie zbyt tanio, bo wyda się podejrzane i nikt nie kupi…
W dodatku te przedmioty wybrane na sprzedaż trzeba gdzieś odłożyć, a przecież NIE MASZ Na TO MIEJSCA! I tak olewałam temat, aż doszłam do wniosku, że może chociaż kilka książek wystawie… telefon, który zmieniłam, jakieś puzzle i gry… 10 przedmiotów dziennie to niezbyt wiele!
No i wystawiłam, mniej więcej 10 dziennie. Minął tydzień, a moja świnka skarbonka połknęła 600 zł. Sześćset złotych! Czy to nie jest argument? To dla mnie najbardziej widoczny i motywujący efekt!

Nagroda!

Jeśli to dla Ciebie zbyt mało to wyznacz sobie nagrodę. Albo za posprzątanie odpowiedniej ilości miejsc, albo po osiągnięciu konkretnej kwoty ze sprzedaży niepotrzebnych rzeczy.
Ja uznałam, że wybiorę się na sushi, chciałabym z mężem, ale on nie lubi, więc może z przyjaciółką 😀 a najchętniej to zjadłybyśmy sushi w Sopocie! Oj, ile bym dała za takie wakacje na chwilę… szczególnie, że ostatnio wpadło mi w oko info, że tam pojawiło się sushi w roli street food, a sushi sprzedawane jest w niepokrojonych rolkach! Bierzesz do ręki i pędzisz dalej 🙂