Emilia Szelest, znana nam także jako Wituszyńska, debiutowała w 2019 roku, a już w czerwcu czytelnicy będą mieli okazję poznać jej trzecią książkę. Zdradzę, że świetną, bo miałam już okazję przeczytać! Z tym większą przyjemnością zapraszam Was na krótką rozmowę, jaką udało nam się przeprowadzić i ogromnie żałuję, że nie mogła odbyć się twarzą w twarz. Wtedy na pewno pytań byłoby o wiele więcej, liczę jednak na to, że wszystko przed nami!

Po debiucie zmieniłaś nazwisko – nie bałaś się, że taka zmiana będzie miała negatywne skutki? Nie kusiło Cię by od razu pisać jako Szelest?

Rok temu, kiedy dostałam propozycję wydawniczą wszystko potoczyło się tak szybko, że nawet się nad tym nie zastanowiłam. Dopiero w trakcie wydawania zaczęłam żałować tej decyzji. Parafrazując tytuł mojej ostatni książki, to był ryzykowny wybór (śmiech), ale po wielu rozmowach z wydawnictwem zdecydowaliśmy wspólnie, że albo teraz, albo nigdy. Jasne, z pewnością wprowadziło to pewnego rodzaju chaos informacyjny, ale myślę, że czytelnicy już się przestawili na moje nowe–stare nazwisko.

Z tego co pamiętam Twój debiut był promowany jako połączenie Pauliny Świst i Pitbulla, co sądzisz o takim porównaniu?

Nie do końca się z nim zgadzam. Może nasuwać się taki wniosek, bo mamy tu zderzenie świata przestępczego z policyjnym, a takie zjawisko występuje zarówno w Pitbullu, jak i książkach Pauliny Świst, jednak ja nie lubię porównań i nie przywiązuje do nich zbytniej wagi. Pozwalam czytelnikom interpretować, czy to przypomina Pitbulla czy nie.

Ciężko żegnać się z bohaterami? Choć widzę, że zostawiasz sobie uchylone okno i nie mówisz, że to definitywnie koniec.

O wyłapałaś furtki? Tak! Ze mną już tak jest, że zawsze staram się zostawić sobie jakąś drogę powrotu, na wypadek gdybym zatęskniła za moimi bohaterami. Nie jest mi ciężko się z nimi żegnać, bo na ten moment uważam, że zostawiłam ich w dobrym momencie i dadzą sobie radę, jednak ja muszę iść dalej. W mojej głowie budzą się kolejni bohaterowi, którzy chcą zaprezentować się czytelnikom. A Wera i reszta zostaną ze mną do końca życia, tak jak i wszyscy bohaterowie. Nawet Kordian, którego osobiście darzę ogromną sympatią, ale o tym może opowiem innym razem 😉

Nie pyta się o ulubione dziecko, ale może masz ulubionego bohatera? Może nawet w którymś jest najwięcej Ciebie?

Każdy bohater ma jakąś cząstkę mnie, to nieuniknione, kiedy żyje się w historii na 100% i żyje się życiem swoich bohaterów, a do tego prowadząc równolegle swoją własną codzienność. W pewnym momencie moje życie wpływa na nich, a ich kreacja na mnie. To jest pod wieloma względami wspaniałe. Kilka razy zdarzyło mi się pomyśleć „Ciekawe, co by zrobiła Wera” (śmiech).

Czy uważasz, że kobiety są tak silne, jak to przedstawiasz w książce, czy próbujesz „zaczarować” rzeczywistość?

W kobietach drzemie ogromny potencjał, ale czasami nawet o tym nie wiedzą. Przez lata byłyśmy traktowane nie tylko, jako płeć piękna, ale również jako te słabsze. Spotkałam na swojej drodze wiele silnych kobiet, które w jakiś sposób wpłynęły na moje postrzeganie świata. I chociaż powszechnie mówi się, że żyjemy w świecie mężczyzn, to powoli się to zaciera. Chciałabym, by kobiety dostrzegły w sobie siłę i być może pomogą im w tym bohaterki moich książek? Sama po sobie wiem, że siła w nas jest, musimy tylko pozwolić jej się wydostać, odrzucić stereotypy i pozwolić sobie na podejmowanie własnych decyzji.

Zakończyłaś serię, ze smutkiem żegnam się z bohaterami, a co dalej? Jestem pewna, że już masz coś dla czytelników przygotowanego. Zdradź jakąś tajemnicę związaną z przyszłymi premierami… jeszcze w tym roku?

W tym roku czeka nas jeszcze jedna premiera, ale na tym etapie nic więcej nie powiem. Zdradzę tylko, że będzie to duże zaskoczenie dla czytelników.
O tym, co mogę powiedzieć, to kolejna seria, którą planujemy na przyszły rok. Tym razem zabiorę czytelników w moje rodzinne strony, a konkretnie w Bieszczady, które od lat przyciągają turystów nie tylko wspaniałymi krajobrazami, ale również legendami i magią jaka tkwi w tym miejscu. Osadziłam akcję w małym miasteczku, gdzie wszyscy się znają, a jednak dojdzie tam do ciekawych zdarzeń. Ponownie połączę ze sobą wątki kryminalne z romansem, jednak już teraz wiem, że główny bohater będzie dość specyficzny. W niczym nie przypomina Przemka, czy Łukasza. Tak, jak Bieszczady, on również kryje w sobie tajemnice i zmaga się z wewnętrznymi demonami. 

Czy rok temu myślałaś, że to wszystko się tak szybko potoczy? Minął rok, a tu już trzecia książka!

Szczerze? Nie… Nie sądziłam, że to będzie tak szybko, ale wskoczyłam do tej rzeki i płynę z prądem, nie oglądając się za siebie.

Wiem, że odrzuciłaś propozycję jednego wydawnictwa, kiedy jeszcze pisałaś na Wattpadzie nie bałaś się, że okazja się nie powtórzy?

Jestem dość specyficzna jeżeli chodzi o obawy. Widzisz, ja zawsze uważam, że co ma wisieć nie utonie, a wszystko co nas czeka wydarzy się w odpowiedniej chwili. Dlatego nie rozmyślam nigdy nad zmarnowanymi szansami. W tamtym czasie miałam dużo na głowie. Zmianę pracy, obronę licencjatu, nie byłam pewna, czy uda mi się skończyć książkę na czas, a wiązanie się umowami, z których nie byłabym w stanie się wywiązać nie jest w moim stylu. I nie żałuję, bo rok później dostałam propozycję z Wydawnictwa Kobiecego i było to dokładnie wtedy, kiedy naprawdę potrzebowałam tej szansy. Jak wspomniałam wyżej, nic się nie dzieje bez przyczyny. Ja w to wierzę i może życie niejednokrotnie mi o tym przypomina.

Kto jest Twoim pierwszym recenzentem? Wiem, że ważna dla Ciebie jest opinia sióstr, czy one mają wpływ na to, co wydarzy się w książce?

Jedna z moich sióstr czyta rozdział po rozdziale, druga czyta fragmentami. Czasami zdarza się, że powstrzymają mnie przed popełnieniem jakiegoś błędu logicznego. Przypominają mi, że nie mogę czegoś napisać, bo przecież wydarzyło się coś, co nie będzie pasować, a moje pomysły wchodzą wtedy na wysokie obroty. Ogólnie zawsze opowiadam im, jaki jest zarys historii, ale nie zdradzam szczegółów. Cieszy mnie, gdy je zaskakuje i czytam wiadomości „Ale narobiłaś! Pisz dalej!” To mnie bardzo motywuje.

Po czyje książki sięgasz? Kto Cię inspiruje?

Często jestem pytana o inspirację, ale naprawdę nie wiem. Czytam różnorodne gatunki książek. Wiadome, mam swoich ulubionych autorów. Charles Bukowski przełamał we mnie opory przed przeklinaniem, tak jak i nasz polski pisarz Jakub Żulczyk. Czytam dużo fantasy i często kiedy przygotowuje się do scen kryminalnych wcześniej lubię przeczytać sobie coś z tego gatunku na rozluźnienie. Czytam romanse, chociaż żadna ze mnie romantyczka i czasami zdarza mi się przewracać oczami na tych ckliwych momentach, ale lubię czasami przeczytać coś, co jest po prostu przyjemne. Lubię kryminały, jestem zakochana w Szekspirze i Dickensie. Takie ze mnie czytelnicze dziwadło, ale reasumując uważam, że każda przeczytana książka w pewien sposób na mnie wpływa.

Czytujesz fantastykę, nie kusi Cię by spróbować napisać coś w tym gatunku?

Oj chyba nie! Ale kto mnie tam wie. Czasami sama siebie zaskakuję, jednak na tę chwilę nie wiem, czy podjęłabym się napisania książki w całkowicie wymyślonym świecie (pisząc odpowiedź na to pytanie, właśnie wyobrażam sobie jak mogłaby się nazywać ta kraina :D). Kiedyś pisałam romans z elementami paranormalnymi, ale tekst wymaga gruntownego remontu, zanim ujrzeliby go czytelnicy.

Zanim ujrzeliby go czytelnicy – czy to znaczy, że gdzieś tam tli się taki pomysł by wrócić do tekstu i nad nim popracować?

Co jakiś czas do niego zaglądam i poprawiam. Nie wiem, czy kiedykolwiek ta pozycja ukaże się w druku, ale mam do niej sentyment i z pewnością ją dopracuje,chociażby po to, by poćwiczyć swój warsztat 🙂

Jakie warunki muszą być spełnione by dobrze Ci się pisało? I czy potrzebna jest wena czy po prostu siadasz i piszesz?

Przeważnie piszę w domu, z głośną muzyką na słuchawkach, tak by odciąć się od rzeczywistości. Do skupienia się potrzebuję ciszy tzn. zero telefonów, Messengerów, Instagramów etc. To bardzo rozprasza. Zdarza mi się wyciszać dźwięki i odkładać daleko telefon, by nie przyciągał mojej uwagi. Wena to taka zołza. Czasami przychodzi w najmniej odpowiednich momentach, a kiedy mam czas i mogłabym pisać, ona wychodzi oknem na zieloną trawkę i pokazuje mi środkowy palec, ale na ogół jak czuję, że mam dzień na pisanie, to biorę laptopa i piszę. Pisanie to nie tylko wena, ale również samodyscyplina. Nie mogę odkładać pisania w nieskończoność, bo nigdy nic nie napiszę. Zdarzało się, że najlepsze rozdziały powstawały właśnie wtedy, gdy wydawało mi się, że nie mam weny.

O czym jako pisarka marzysz?

Przesadzę, jak powiem, że o ekranizacji swoich książek? (śmiech) A tak poważnie to mam wiele marzeń i dążę do ich realizacji. Widzisz, kiedyś marzyłam, by wydać książkę i proszę… Wydaję już trzecią, ale to wszystko jest wynikiem mojej determinacji i stawiania sobie celów do których dążę. Jako nastolatka przeczytałam takie zdanie i zabij mnie, ale nie powiem Ci w jakiej książce, a jednak utkwiło mi w pamięci, a brzmiało ono tak: „Dopóki są marzyciele, są i marzenia, które się spełniają”.

Co sprawia najwięcej przyjemności: samo pisanie? Moment, gdy dostajesz egzemplarze autorskie? Czy może chwila, gdy w księgarni widzisz swoją książkę na półce?

Wszystko po trochę. Każdy etap jest inny. Pisanie to przede wszystkim ja i moi bohaterowie. Na dobrą sprawę jeszcze nikt nie wie co knujemy. Moment, kiedy mogę trzymać swoją książkę w rękach za każdym razem jest magiczny, a kiedy widzę egzemplarz na księgarskiej półce to śmieje się w duchu do moich bohaterów. Patrzcie! Udało nam się! Jesteśmy tu!

Dziękuję za poświęcony czas, życzę i Tobie i sobie tej ekranizacji jak najszybciej! I oczywiście jak najwięcej czasu na pisanie, bo my-czytelnicy czekamy na kolejne książki…

Na razie zapraszam na recenzję pierwszych dwóch tomów serii, a już w przyszłym tygodniu spodziewajcie się recenzji książki „Ryzykowny wybór”.

Niebezpieczna gra – recenzja

Układ idealny – recenzja